Zmarła Marianna Zwierew! Kilka słów o niezwykłej słupczance

6229
wyświetlenia

W środę w wieku 95 lat zmarła w konińskim szpitalu Marianna Zwierew. Pogrzeb charyzmatycznej słupczanki odbędzie się w czwartek o 14.00 w Słupcy. Odeszła wielka postać. Symbol dobroci bezinteresownej i poza schematem. Czystej dobroci.
Bliskim zmarłej redakcja składa wyrazy szczerego współczucia.

Marianna Żwierew do Słupcy przeprowadziła się z Młodojewa razem z mężem ś.p. Bolesławem Zwierewem. Jak sama o sobie mówiła była osobą głęboko wierzącą. Przez wiele lat przyjmowała pod swój dach ludzi, którzy nie mieli dokąd pójść. Była ostatnią szansą na przetrwanie dla tych, którzy nie potrafili sobie poradzić z życiem i nie mieścili się w żadnych schematach aby otrzymać pomoc z oficjalnych stworzonych do tego instytucji. Kilka lat temu przeprowadziliśmy wywiad z ś.p. Panią Marianną na temat jej sposobu na życie, które polegało na pomaganiu tym, którym nikt pomóc albo nie chciał albo po prostu nie mógł. Zamiast wspomnienia postanowiliśmy po raz drugi opublikować fragmenty wywiadu, gdzie Pani Marianna sama opowiedziała o sobie. Dla wielu ludzi była kimś bardzo ważnym. Ludzie różnie oceniają siebie nawzajem. O ś.p. Pani Mariannie można powiedzieć z całą pewnością, że była dobrym człowiekiem. A jej dobroć wymykała się powszechnym schematom.

To pani dom. Nie musi pani przyjmować do siebie wszystkich, którzy do pani przyjdą.
Pan Jezus powiedział, żeby ubogiego nakarmić i przyodziać, a on to wynagrodzi. Ja się całe życie trzymałam tego. Jak mi przyszedł ktoś głodny to nie opuściłam. Obiad miałam to sama nie zjadłam a nakarmiłam. Ryszard przyszedł do mnie sam. Nikt go na łańcuchach tutaj nie przyciągał. Z głodu.

Od kiedy mieszka pani w Słupcy?
Mieszkam tutaj już 40 lat. Pochodzę z Młodojewa. Kupiłam ten dom od takiego dziadka i opiekowałam się nim i jego żoną do śmierci.

Jak to się zaczęło, że zaczęła pani przyjmować obcych ludzi?
Sami zaczęli przychodzić. Tutaj jest ogrodzone podwórko, nie widać, żeby wypić piwo albo coś innego. Na dworze był stolik, ławka. Pili sobie i dobrze.

Każdego pani przygarnie?
To prawda. Jak ktoś nie ma domu to jak człowieka wyrzucić? No nie wiem, mam taka naturę. Kiedyś miałam tu takiego Miecia, on się leczył w szpitalu psychiatrycznym. On kradł. Kiedyś miał sprawę w sądzie w Słupcy, na którą się nie stawił. Ja tam byłam za świadka. Powiedziałam, że on jest niespełna rozumu. Sędzia zapytał czemu go przyjęłam, jak jest niemądry? A ja mówię sędziemu, że Pan Jezus powiedział, głodnego nakarm a ja ci wynagrodzę 200%. I ja w to wierzę. Nigdy głodna nie jestem. Zawsze mi Bóg da. Jak nie z tej strony to z innej.

I jak to się skończyło?
Wie pan, że sędzia temu Mieciowi wszystko darował.

W Słupcy jest też noclegownia dla bezdomnych…
Noclegownia otwierana jest od 20.00 i zamykana o 8.00. I jak przyjdą mrozy to ci ludzie muszą cały dzień chodzić po dworze. Wyśpisz się do 7.00 i musisz uciekać. I co masz ze sobą zrobić? Gdzie ma chodzić po tym mieście? Przyjdą do mnie, posiedzą, ciepło mają. Jeść im się chce na południe to zawsze ugotuję duży garnek i dam. Teraz mi dołożyli do renty to na ten garnek zupy mnie stać.

Pani nosi protezę?
Nie mam nogi. Trzy lata temu gwóźdź mi wszedł w piętę, a te hycle nasze w szpitalu, to nie są doktory. Jakbym pojechała do Poznania to bym miała nogę. Zakażenie miałam. Syn mówi, że trochę sama jestem winna bo zaniedbałam.

Zawsze będzie pani przyjmować ludzi u siebie?
Tak jak pan Jezus powiedział, zawsze. I chcę panu powiedzieć, ze Jezus mnie zawsze wysłucha. Trzy lata temu spalił się ten dom. Przyszła wielka fala deszczów. Nie miałam dachu. Był zerwany po pożarze. Na dworze zrobiło się ciemno od chmur. Pomyślałam, że jak zacznie padać to mi tu wszystko zaleje. Wyszłam na dwór, złożyłam ręce i tak Boga prosiłam, żeby te fale deszczu zabrał, bo ja jestem pod gołym niebem. I co? Fala odeszła i ani kropla nie upadła. Nie zapomnę tego.

Piotr Stróżyk

Redakcja pragnie poinformować rodzinę Pani Marianny, że posiadamy dużo bogatszą ścieżkę dźwiękową z rozmowy ze zmarłą i chętnie udostępnimy nagrania najbliższym jako rodzinną pamiątkę.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ