Życie spełnione, życie radosne-Wzruszająca opowieść ks.Chlebowskiego o Letizi Cesarini

643
wyświetlenia

Życie spełnione, życie radosne

Nie była nikim ważnym w strukturze Kościoła, ani nawet swojego zgromadzenia zakonnego. Nie piastowała ważnych funkcji czy urzędów. Po prostu… była. Ale właśnie jakość owego bycia jest istotnie ważna i cenna. Reszta to tylko scenografia dla tego, co ważne. Dla człowieczeństwa, które nadaje piękno otoczeniu i światu. Takie osoby są niezauważalne, niewidzialne, milczące. Często nie słucha się ich głosu i się ich nie zauważa. Jakby nie były potrzebne. A według mnie, to właśnie dzięki nim ten świat jest lepszy. I wcale nie potrzeba do tego puszenia się swoimi dobrymi czynami, które czasami uda się nam wykonać, nie trzeba istnieć na pierwszych stronach gazet ani szukać miejsca w alejach zasłużonych. Tylko miłość cicha, pokorna, do samego końca, nie szukająca poklasku, nie krzykliwa, jest tą najprawdziwszą. Nie chodzi o to, żeby czyjeś dobro nie było zauważane i doceniane, lecz o to, żeby nie szukać swojej chwały poprzez jego czynienie. Bo wtedy jest ono interesowne. Może też być przyczyną pychy dla człowieka.
Pokora, cichość, modlitwa, praca. Tak można by scharakteryzować jedną z duchowych córek św. Filipy, pierwszej świętej franciszkanki, siostrę Letizię Cesarini. I jeszcze radość. Ta wewnętrzna. Wszak jej imię oznaczało „radość”. W Traktacie o doskonałej radości, św. Franciszek z Asyżu wskazuje, że jest ona nie owocem naszych sukcesów, lecz aktem naszej woli, która uparcie zdąża do ogłaszania królestwa miłości Bożej. To oddalanie od siebie gniewu. Taką radością żyła siostra Letizia, która odeszła do domu Ojca tego popołudnia. Dożyła sędziwego wieku 95 lat. Kilka miesięcy temu obchodziliśmy jej urodziny.
Do końca życia zanurzona w modlitwach i pracy. Wielu posiada jej ręcznie wykonywane serwetki czy obrusy. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek na coś narzekała czy gniewała się. Nawet w obliczu bardzo trudnych dla niej chwil. Takimi był krzyż ostatnich tygodni, gdzie przebywała poza naszym klasztorem w innym, siostrzanym klasztorze św. Łucji w Rieti, czasowo zmienionym na polowy szpital zakaźny z powodu Covid-19. Kilka razy słyszałem ją przez telefon. Musiałem głośno krzyczeć do niego, bo nie dosłyszała. Jedyny owoc podeszłego wieku. Pytała zawsze, jak się czuję? W kaplicy po skończonej Eucharystii; gdy mijałem ją wolno idącą po klasztornych korytarzach. Zawsze była zatroskana o moje zdrowie. Modliła się o nie. W zimie, wiedząc o mojej wiecznie nieogrzanej plebanii, pytała, jak sobie radzę? Mówiła, że od dzieciństwa zna, co to cierpieć zimno. Nawet w cieniu krzyża myślała o innych. A znałem ją od wielu lat. Jeszcze z czasów, kiedy była klasztorną furtianką. Wpuszczała przybywających do klasztoru, zawsze ze szczerym uśmiechem i nieodzownie pytała, czy ktoś zechce napić się kawy albo herbaty. Potem czas spędzała już tylko w kaplicy na modlitwie lub w pracowni sióstr, przy maszynie do szycia. Ora et labora! (z łac. Módl się i pracuj!)
Nie miała łatwego życia. Urodziła się w Mareri, niewielkiej miejscowości związanej z tutejszą świętą. W jej ślady później zdecydowała się podążyć. I to jako bardzo młoda, kilkunastoletnia dziewczyna. Nie mogła tego uczynić od razu, bo w tamtych czasach by wstąpić do klasztoru, potrzebny był posag. Pochodząc z ubogiej rodziny nie posiadała go. Wstąpiła do innego zakonu, ale tuż po zniesieniu tych warunków przyjęcia do klasztoru w Borgo San Pietro, związała swoje życie z franciszkańską wspólnotą klarysek od św. Filipy Mareri, gdzie w pokornej służbie przeżyła całe swoje życie. Wiele wspólnych rozmów ukazało mi duchowość tej pobożnej, cichej i rozmodlonej zakonnicy.
W jednej rozmowie, którą zarejestrowałem, mówiła mi o św. Filipie: „Urodziłam się dokładnie w tym samym miasteczku, co św. Filipa, więc zawsze miałam szczególne nabożeństwo do tej świętej. Kochała bardzo biednych, miłowała bliźnich, dużo się modliła oraz wiele pokutowała i pościła. Zostawiła wszystko. Z osoby bogatej stała się ubogą”. Jak zauważyłem, te słowa były od zawsze programem życia siostry Letizii. Dzisiaj mogę zaświadczyć, że zrealizowała je do samego końca.
Jakże bardzo brakować mi będzie jej życzliwego uśmiechu i pełnych troski słów. Jej miejsce w kaplicy i w kościele pozostanie puste. Ale wierzę, że nadal modli się za mnie spoglądając z wyżyn Nieba. Spoczywaj w pokoju, siostro Letizio! Niech aniołowie zawiodą Cię do raju.
Franciszkanka Letizia Cesarini .urodziła się w 1925, a zmarła na serce, po dwóch tamponach negatywnych. Koronawirus pomógł, ale nie był przyczyną z końcem kwietnia 2020.

x.Tomasz Chlebowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ