Wzruszająca podróż do sukcesu Rafała”Fryty”Frydrychowicza-spełnione marzenia!

1819
wyświetlenia

Rafał Fryta Frydrychowicz jest jednym z tych ludzi, który spełnił swoje marzenia i wciąż ma następne. Postanowiliśmy opowiedzieć historię życia Fryty, bolesnych początków, wielkości jego konsekwencji w dążeniu do realizacji własnych pragnień. Kiedy się czyta kolejne etapy życia Fryty można stwierdzić, że są ludzie, którzy po prostu rodzą się wielcy bez względu na osiągnięte sukcesy. Niezwykły człowiek – niezwykła historia.

Młodość – Bolesne początki
Kulturystyką zainteresowałem się w wieku 13 lat. Mieszkałem wtedy w Słupcy i uczyłem się w Szkole Podstawowej nr 1, popularnej “Jedynce”. Moim idolem był mój wychowawca i nauczyciel WF Grzegorz Ławniczak. Kiedyś poszliśmy nad jezioro a on się rozebrał i zaczął płynąć motylkiem, czy delfinem to pierwszy raz pomyślałem: “Chce być jak Grzesiu”. No i w perspektywie poszedłem na AWF i sam zostałem nauczycielem wychowania fizycznego.
Wróćmy do młodości.
Kiedyś mama zaprowadziła mnie do lekarza, ponieważ byłem bardzo chudy. Miałem 1.75 cm wzrostu, kiedy zacząłem ćwiczyć, ale byłem tak chudy, że wstydziłem się przebierać na lekcjach WF, bo się ze mnie śmiali. Miałem zapadniętą klatkę piersiową. Koledzy mieli jakieś zarysy mięśni a ja dwa sutki i żebra na wierzchu. Pamiętam swoje wymiary kiedy zacząłem trenować. 177 cm wzrostu, 24 cm biceps, 72 cm klatka piersiowa, to teraz mam w udzie tyle. ( śmiech )Te wymiary miałem w 14,5 roku życia. Jak to mówią byłem z miotu najsłabszy, chłopaczek do bicia i popychania z Kopernika 4.
Pewnego dnia obejrzałem film z Arnoldem Schwarzeneggerem Komando i zamarzyłem, żeby tak wyglądać. I od tamtej chwili gdzieś podświadomie szedłem ku niemu i zobacz. Po ponad 30 latach, 2019 spełniłem to marzenie.
Wtedy zacząłem już konsekwentnie szukać warunków do ćwiczenia i ćwiczyć. U wuja na wsi znalazłem dwie hantelki 3 kg. Takie starodawne, żeliwne, odlane. W domu ćwiczyłem na pufach, w starych książkach wyczytywałem jakie są ćwiczenia i tak się bawiłem w domu do końca podstawówki, 8 klasy. Zanim zacząłem ćwiczyć gdziekolwiek to wszystkie słoiki z piwnicy poszły precz, ławeczka zrobiona była z mebli i ramy od akwarium. Nigdzie nie było takich potrzebnych krążków. Podwędziłem rurę z rusztowania w bloku. Podkradłem beton z budowy i odlało się w formie po takich wielkich ogórkach, no i z tego były placki, czyli talerze do sztangi. Były też odważniki co znalazło się na kolei i zawieszałem na rzemykach i tak się trenowało. Pompki się robiło. Na drążku na rurze w piwnicy było podciąganie. I to była moja siłownia.
W 1989 poszedłem do pierwszej klasy Liceum Ekonomicznego. Przed początkiem roku na plaży jechałem z kolegą motocyklem i spotkaliśmy słupczanina Tomka Grabowskiego. On ćwiczył kulturystykę na siłowni. I ten mój kolega, z którym przyjechałem na plażę powiedział do mnie: Fryta będziemy chodzić na siłownię! Będziemy pakować.
Ucieszyłem się i w październiku na rowerze zacząłem jeździć nad Jezioro Słupeckie, gdzie w budynkach MOSiR mieściła się siłownia. Tam ćwiczyli Czaja, Loczek, Rydzewski, Szczur, Rubin, Idzik i wielu innych. Chłopaki się bali tam chodzić. Mówili, że jak pójdę tam ćwiczyć to będę chrzczony i tak dalej. Powiedziałem sobie co będzie to będzie, a okazało się, że strach ma wielkie oczy i nic takiego się nie działo.
Pamiętam mój pierwszy dzień na siłowni. Założyłem na sztangę na płaskiej ławeczce kółeczka i to było łącznie 25 kg i ta sztanga mnie przydusiła. Nie potrafiłem tego wycisnąć, taki byłem słaby.
Wiesz, wtedy nie było tak jak teraz jedzenia. Dla mnie pożywienie to był chleb i żółty ser, zupa, obiad.
Równocześnie chodziłeś do szkoły.
Tak. Zacząłem trenować na siłowni w październiku 1989. Wszyscy mówili: “Pójdzie dwa, trzy razy i mu minie”. Nie miałem swojej stałej pasji. Zbierałem znaczki miesiąc, dwa, zająłem się elektroniką tez krótko. Rodzice nie chcieli mnie puszczać na siłownię bo byłem tak obolały po pierwszym treningu. Zrobiłem według starej książki wszystkie partie mięśniowe.
Zacząłem trenować 7 razy w tygodniu. Taki byłem napalony. Po roku ludzie już mnie nie poznawali na ulicy. Tak mój organizm zareagował. Po roku miałem 32 w bicepsie. Wtedy nie było mowy o żadnych suplementach, odżywkach. Ja wtedy marzyłem, żeby po treningu chociaż jogurt wypić, czy banana zjeść. Ale gdzie tam banany? Na wigilię były.
Moje dzieciństwo też nie należało do łatwych. Byłem troszkę popychany. W lewo, w prawo, jak wychodziłem z bloku z klatki to szedłem często dookoła bo zaraz mnie lali. Po tym roku to wszystko się zmieniło i każdy z szacunkiem Fryta to, Fryta tamto. No i wszyscy, co mnie tak popychali przestali, a ja coraz częściej w wieku 15 lat stałem na bramce przy koncertach itp.

Pierwsze zawody kulturystyczne
Kiedy wystartowałeś po raz pierwszy w zawodach?
W 1993 w klasie maturalnej wystąpiłem w swoich pierwszych zawodach kulturystycznych. W międzyczasie powstała siłownia Master, założona przez Marka Krzemienia z Konina i Zbyszka Górnego w budynku starego Wiązaru, za hotelem mostostalowskim. I tam zacząłem ćwiczyć regularnie. Byli tam ćwiczący, którzy jeździli już na zawody. Narodził się pomysł, że skoro fajnie wyglądam i ważę 75 kg mógłbym wystartować w Wojewódzkich Zawodach w Koninie. Znalazłem się w finale czyli w pierwszej szóstce. Pierwsze moje zawody, pierwsze diety, ziemniaczki, ogórek, jadło się bez sosów i oczywiście chleb. Wiedziałem, że trzeba jeść ryż, to się po treningu jadło ryż, taki bez niczego, suchy do tego pół kostki sera i koniec. Oczywiście przestrzegało się godzin, że trzeba jeść na godzinę. 5-6 posiłków w ciągu dnia.
Jak przychodziła godzina posiłku a akurat byłem w szkole na lekcji to nauczyciele pytali: A co ty robisz? Odpowiadałem: Mam zawody i muszę zjeść. Odpowiadali: Dobrze to sobie jedz.
To pamiętam ze szkoły średniej, że ci nauczyciele byli dla mnie wyrozumiali w Ekonomiku. Dyrektorem był wtedy Roman Maruszczak.
Jak wyglądała kosmetyka w tamtych czasach
W tamtych czasach nie było solariów ani nic zamiennego, żeby na tej scenie fajnie wyglądać. Mogę powiedzieć, że się”brązowaliśmy”, bo nikt takiego brązera nie miał jak jest teraz. To było ważne. Jak wyjdziesz na oświetloną scenę nie opalony, to będziesz postrzegany jako jedna, wielka, biała plama. Nie będzie widać mięśni. Dlatego, żeby w tym świetle twoje mięśnie się ładnie odbijały musisz być ciemny jakiś brązowy, żeby były cienie, żeby te mięśnie było widać. Do tego jakaś oliwka, żeby to się świeciło. Wtedy mięśnie są ładnie widoczne jak pracują.
Wtedy nie było mowy o profesjonalnym brązerze. Co robiliśmy? Mieszaliśmy wazelinę z bejcą i nakładało się taką papę na siebie. Na to oliwka Bambino i się pływało w tym wszystkim. Kupowało się też dużo samoopalacza i się tym smarowało.
Pamiętam jak siedziałem na maturze i mi się nauczyciele pytali, czemu mam takie ręce jakbym marchew obierał. A to od samoopalacza.
No i to były moje pierwsze zawody open bez limitu wieku. Cała rodzina i przyjaciele pojechali do Konina. Niesamowite przeżycie. Zobaczyło się kulturystów znanych w Polsce jak Paweł Brzózka, którzy byli gośćmi na imprezie.
I w tym samym roku wystąpiłem w październiku na pierwszych moich Ogólnopolskich Zawodach Kulturystycznych w Radziejowie. Tam znalazłem się w finale do 75 kg przy wzroście 1.84. Teraz mam na scenie ponad 100, czyli 2,5 wiadra mięcha więcej. ( śmiech)

Studia i życie rodzinne
Rozpocząłem studia w Koninie w Filii AWF Poznań. Tam zrobiłem licencjat, a magisterium zrobiłem w Poznaniu. Ale nie było tak łatwo.
Podczas pierwszego roku miałem te zawody w Radziejowie. Cały czas trenowałem. Po pierwszym roku studiów jako młody stwierdziłem, że nie będę studiował. Mama oczywiście załamana, a ja, że chce do pracy, zarabiać i być niezależnym.
Jestem rodzicem sam i wk….łbym się na ciebie jako rodzic.
No ja też jako obecny rodzic bym jak ty zareagował. No ale nie ma tego złego co by nie wyszło na dobre. Rzuciłem studia. Pracowałem ciężko po budowach, zajmowałem się wykończeniem wnętrz, robiłem za grosze. Trwało to 3 lata, aż pewnego dnia, mam takie przełomowe dni w swoim życiu, które pamiętam jakby się wydarzyły wczoraj. Lało, stałem przy betoniarce, było zimno, było pomiędzy 10.00 a 11.00. Pracowałem i tak sam z siebie pier…..łem tą łopatą, wyłączyłem betoniarkę i mówię:“Majster! Dziękuję. Do widzenia. Nie pracuję. Wracam do szkoły, mam dosyć roboty.” Nie chciałem pieniędzy za ten miesiąc, żeby miał rekompensatę za to, ze nagle odchodzę. Taki jestem, że jak coś zaczynam to od razu. Pojechałem do Konina do dziekanatu, tam mnie znali, zawsze byłem Fryta i powiedzieli, że mogę zacząć studia już od drugiego semestru. Stwierdziłem, że chcę zacząć z pierwszym rokiem, powtórzę sobie wszystko spokojnie, żeby było książkowo. To był rok 1997, kiedy wróciłem na studia. W międzyczasie pracowałem w radiu w RMF u Sobczaka. Tam nauczyłem się trochę panowania nad tremą.
W tym czasie nie miałeś żadnych zawodów?
Trenowałem cały czas. Ale jeżeli chodzi o rywalizację sportową, to wróciłem do zawodów po 25 latach dopiero. Teraz było życie. Jednak cały czas trenowałem, chodziłem na siłownię, miałem zdrowe nawyki żywieniowe. Jak nie miałem czasu na trening w czasie pracy na budowie to jak coś robiłem to sobie wyobrażałem, że jestem na treningu. Jak robiłem łopatą, to przerzucałem raz na jedną raz na drugą stronę i wyobrażałem sobie, że to trening. Myślałem zawsze treningowo.
No i dobra. W 2000 zrobiłem licencjat w Koninie. W tym czasie poznałem moją obecną żonę Joannę. W 2002 obroniłem magisterium na AWF w Poznaniu. Miałem 28 lat i byłem 2 lata po ślubie. Cały czas trenowałem i nawet fajnie wyglądałem. Jeździłem na zawody ale pływackie. Dobrze pływałem klasykiem. Minus był taki, że jestem krótkodystansowcem. Robiłem sobie badania na biochemii. 50 metrów żabką szło super. Tutaj kręciłem rekordy. Był jednak obowiązkowy drugi styl czyli kraulem, albo na plecach. W tym już nie czułem się mocny. I na zawodach zawsze przy tym drugim, stylu udawałem, że mnie skurcz złapał albo coś. Ja umiem ale nie lubię przegrywać.

Fryta Gym All Sports
Od 2000 roku po ślubie zamieszkałem w Strzałkowie. Wynajmowaliśmy z żoną mieszkanie. W 2001 urodziła nam się córka. Pracowałem jednocześnie w szkołach i gabinecie rehabilitacyjnym u Grzegorza Kluczyńskiego. Kończyłem w tym czasie drugi stopień rehabilitacji, ponieważ zajmowałem się rehabilitacją praktycznie przez 18 lat. Wszytko to trwało dopóki nie powstało Fryta Gym All Sports. Do roku 2014 moje życie to była rodzina, dom, praca, trening, cały czas zdrowy styl życia. To było tak dla siebie, z przyzwyczajenia.
W 2014 wyjechałem na rok do pracy w Szkocji. Tam była ciężka fizyczna praca przy koszeniu trawy, od rana do wieczora po 12 – 14 godzin dziennie. Tam wiecznie leje i jest mokro. Zaczynałem pracę o 6.00. Wstawałem o 5.00, kończyłem o 20.00, trzy kilometry szedłem na siłownię. Robiłem trening wieczorem 5 razy w tygodniu. Wracałem około 22.00 i szykowałem posiłki na następny dzień. Gotowałem ryż, kurczaka itd. Szedłem spać m/w o 23.00 i o 5.00 wstawałem. Zdrowe tak zwane pudełkowe jedzenie bez podjadania. Nie wiem skąd brałem siły i ochotę na trening. Wiem, ze wyglądałem już naprawdę dobrze.
Tylko w weekendy miałem czas na telewizję. Oglądałem wtedy treningi naszych polskich kulturystów. Oglądałem Radka Słodkiewicza, Huberta Kulczyńskiego… I tak pewnego dnia usiadłem i powiedziałem do siebie: “Co ja tu robię? Ja tu zapieprzam od rana do nocy i w czym ja jestem gorszy, że ja nie mogę tak jak oni nagrywać filmów z treningów, startować, być zawodnikiem?”
Stwierdziłem wtedy, że dokończę tą robotę co mam i wracam. Już wcześniej wiele osób się pytało czy bym ich nie poprowadził w celu schudnięcia itp. Wróciłem ze Szkocji w 2015 i 14 – letnia córka Aleksandra mnie zainspirowała, bo chciała też poćwiczyć z kolegą Kubą. Wziąłem ich i wynająłem siłownię i zaczęli trenować. Poczta pantoflową jeden od drugiego się w Strzałkowie podowiadywali o tych treningach. Zacząłem wtedy wymyślać systemy. To co powstało teraz, czyli treningi interwałowe to powstawało wiele miesięcy w mojej głowie. Już w Szkocji myślałem jak to zrobić, jaką maja mieć formę. Tak sobie to sam wymyśliłem, obliczyłem takie interwały. Tych programów na dzień dzisiejszy jest ponad 20 o odmiennej intensywności. Każdy trening jest inny.
Nagle zrobiło się 8 osób. Zrobiła się grupa i trzeba to było nazwać, żeby działalność otworzyć, jak to w naszym kraju. Nazwałem to Fryta Gym All Sports, czyli różne sporty. Nagle różne kobitki się dowiedziały, a wszyscy w Strzałkowie mówili, ze nikt nie przyjdzie. Ja tak sobie pomyślałem, że jakby z 15 osób przyszło, to dodatkowo do pensji byłoby super. Nagle pojawiły się dwie grupy 15 – osobowe i końca nie było widać. Zrobiła się trzecia grupa. Ja wynajmowałem tą siłownię 5 razy w tygodniu. Raz, że za mała była a poza tym wyglądało na to, ze niedługo Fryta będzie spał na tej siłowni. Musiałem znaleźć nowe miejsce, żeby otworzyć własny biznes.
Na hali sportowej, która była po remoncie było miejsce. Dogadałem się z władzami i odnowiłem to puste pomieszczenie. Nazbierałem trochę sprzętu, zainwestowałem tym, co miałem. I tak się zrobiło, że na dzień dzisiejszy to średnio trenuje 150 osób u mnie.
Nazwa powstała metodą burzy mózgów. Zona Asia pyta jak na ciebie wołają. No Fryta. No i powstało Fryta Gym. I się przyjęło. I to jest fajne, że jedziesz na mistrzostwa świata to zostawiam koszulki z logiem, które zaprojektowała mi córka. Mam ludzi, których prowadzę na całym świecie online. To wysyłam gadżety z nazwą. Tłumaczę im jak ćwiczyć, układam im diety.

Stabilizacja i powrót do rywalizacji sportowej
Powstało Fryta Gym, ludzie trenowali, miałem ustabilizowany tryb życia. Zacząłem być panem swojego czasu. Mogłem spokojnie zjeść o właściwej godzinie bo już nie pracowałem w rehabilitacji. Pracując w rehabilitacji było tak, że miałem zaplanowany trening po południu, a tu dzwoni pacjent, że strzeliło mu w krzyżu. No to jedziesz. Tu do szpitala po coś i znowu jedziesz. Nie pójdziesz na trening. Kiedy skończyłem z tą pracą zająłem się tylko trenowaniem ludzi i byłem panem swojego czasu. Był 2016.
Pewnego dnia pojechałem do Poznania spotkać się z znanymi kulturystami Radkiem Słodkiewiczem i Hubertem Kulczyńskim. Dla mnie tacy mistrzowie nad mistrzami. Znałem ich z filmów w necie. Pojechałem do nich, żeby nawiązać kontakt, zrobić z nimi trening. Umówiłem się wcześniej. Serducho mi biło bo jechałem do celebrytów tego sportu. W efekcie spotkaliśmy się kilka razy. Któregoś razu z Hubertem Kulczyńskim podjąłem rozmowę i powiedziałem, ze wróciłbym do rywalizacji i wystartował w jakichś zawodach. Sylwetkę wtedy miałem średnią, trochę tłuszczyku ale Hubert stwierdził, że możemy spróbować. Była końcówka 2017 roku. Zaczęliśmy okres budowania masy mięśniowej, a od wakacji wszedłem w tak zwany treningowy okres redukcyjny. Okres redukcyjny w skrócie to dieta 110%, czyli żadnych zachcianek typu święta itp. Tylko patrzyłeś na to jedzenie roztrzęsiony. Przygotowywaliśmy się na Debiuty 2018, które miały być w lutym.
W 2018 wystartowałem w Debiutach, bo mogłem ponieważ pomimo wieku miałem dużo lat przerwy. Miałem 44 lata.
Pamiętam dwie akcje. Hubert mnie przygotowywał. Przyjechałem do Poznania, rozebrałem się i Radek popatrzył i powiedział: “Kurna, nie wiedziałem, że to tak dobrze wyjdzie!”. Teraz to oni są moimi super kumplami. Co ciekawe są ode mnie młodsi. (śmiech)
Druga akcja tydzień przed zawodami przyjeżdżam do Huberta i myślę, żeby tam na tych Debiutach wstydu nie było, żeby chociaż finał był, bo w mojej kategorii było 18 zawodników. Radziu tak patrzy i mówi: Pi…lisz! Wiedział już, że mam formę na najwyższe laury. No i na tych Debiutach w Krakowie przegrałem jednym punktem i zająłem II miejsce w Polsce. Dla mnie wielki sukces poza tym zawodnik z pierwszego miejsca wystartował tylko jednorazowo bez rokowań na przyszłość.
Chciałem w tych Debiutach 2018 pokazać ludziom, że można. Miałem klub. W efekcie sędziowie do mnie sami podeszli i zaproponowali Mistrzostwa Europy w maju 2018. Powiedzieli mi, że mam szansę. Teraz to w tym świecie każdy wie kto to jest Fryta, a wtedy to ja byłem dla nich nowym zawodnikiem.

Prawdziwe światowe sukcesy
Kiedy zszedłem ze sceny w Krakowie jako drugi w Polsce to wszyscy zawodnicy i sędziowie mówili o Mistrzostwach Europy. Był luty i według nich miałem super sylwetkę. Ten, który był pierwszy jakoś przepadł i nie miał propozycji. Ja o tym wtedy nie myślałem. Byłem przeszczęśliwy i dumny. Schodzę ze sceny a oni mi mówią: “Fryta lecisz na Mistrzostwa Europy!” Ja myślę, o czym oni mówią, chłopak ze wsi… No ale dobra. Za trzy tygodnie miały być Mistrzostwa Wielkopolski. Skoro byłem w formie to szkoda nie zahaczyć. Jedziemy dalej. Perypetie były straszne. Dostałem w tym czasie jelitówki parę dni przed zawodami. Formę jednak miałem tak rewelacyjną, że zdobyłem mistrzostwo Wielkopolski. Po 4 tygodniach dostałem powołanie do kadry Polski w związku z wyjazdem na Mistrzostwa Europy. Jak tam byłem w tej Hiszpanii to pomyślałem: Co ja tu robię? Byłem w swojej kategorii jedynym reprezentantem Polski. Tak się rozbieram wśród tych zawodników i cały czas myślę: Co ja tu robię? Ale jakiś gościu, zawodnik z Włoch mi pokazuje: O! Jaka forma! Tak się oglądałem dookoła i zastanawiałem, czy na pewno do mnie.
Ja mam taka psychikę, że ja siebie sam widzę inaczej. Mam jakby zaniżone poczucie własnej wartości. Asia, żona robi mi zdjęcie i ja patrzę i nie wierzę, ze to ja. Być może są to jakieś urazy z dzieciństwa. Czasami przez to człowiek już w głowie przegrywa jakieś zawody zanim się rozpoczną. Arnold Schwarzenegger miał takie podejście, że miażdżył rywali psychicznie. Mimo, że był gorszy to tak wpływał na ludzi, ze patrzyłeś na niego i życie z ciebie uchodziło. ( śmiech)
Ale ok. Wyszedłem na finał. Wyczytywali miejsca 6, 5, 4 i dostałem brązowy medal Mistrzostw Europy. Sezon niesamowity.
Potem miałem przepuklinę pępkową. To nieładnie wygląda, bo się okazało jak tkanka tłuszczowa zeszła, że ten pępek jest na wierzchu. W maju zszedłem ze sceny, byłem umówiony na zabieg, po 2 tygodniach leżałem na stole i zrobili mi tą przepuklinę. Według przepisów po 6 tygodniach wolno się ruszać. Ja po 2 tygodniach byłem już na siłowni. Oczywiście jako były rehabilitant wiedziałem, żeby tej tłoczni brzusznej nie angażować. Robiłem takie ćwiczenia, żeby nie napinać tego brzucha. Jednak po 6 tygodniach to już robiłem ciężkie siady. Powolutku wszedłem w to wszystko i zacząłem przygotowania do następnego sezonu. Zacząłem sezon od października 2018. Cały czas w sztosie. Dieta itd. Zdobyłem srebro w Zabrzu na międzynarodowych, srebro na Mistrzostwach Polski i potem Mistrzostwa Świata 5 miejsce. Te Mistrzostwa Świata były dla mnie trudne. Psycha mi siadła. Wydarzyło się dużo smutnych dla mnie sytuacji. Zmarła nasza przyjaciółka. Pogrzeb był świecki. Prowadziłem go przed samym wylotem. I nagle znalazłem się na scenie jak w amoku, jakby życie ze mnie zeszło. Zero skupienia na teraźniejszości. Wiesz, nie czułem radości z napinania mięśni, no sam rozumiesz. Mental.
Chwilę odpocząłem. Zszedłem ze sceny Mistrzostw Świata i pojadłem na wigilię w święta i zacząłem przygotowania na kolejny sezon 2019, czyli czysta micha, czyste jedzenie, sezon masowy. Az do września. Był Strzegom, ale najważniejsze i moje wymarzone zawody Arnold Clasic. Chciałem spotkać Arnolda Schwarzeneggera. Udało mi się zdobyć kwalifikacje na te zawody. Poleciałem do Barcelony. I tam zdobył;em w swojej kategorii srebrny medal. Co tu mówić, zarąbiście. Drugi na najbardziej prestiżowych według mnie zawodach.
Kolejne zawody to złoty medal na Mistrzostwach Polski 2019. Po drodze jeszcze były mistrzostwa świata, które niemile wspominam. Byłem reprezentantem Polski i zająłem 5 miejsce.

Najważniejsze zawody 2018 – 2019:
– Debiuty w Kulturystyce 2018 Kraków – Srebrny medal
– Mistrzostwa Wielkopolski 2018 Grodzisk Wielkopolski – złoty medal
– Mistrzostwa Europy 2018 Hiszpania – brązowy medal
– Diamont Cup 2018 Zabrze – srebrny medal
– Mistrzostwa Polski 2018 Gorzów Wielkopolski – srebrny medal
– Arnold Classic 2019 Barcelona – srebrny medal
– Mistrzostwa Polski 2019 Gorzów Wielkopolski – Złoty medal
– Mistrzostwa Świata 2019 Tarragona – piąte miejsce

Plany na przyszłość 45 – latka Fryty!
Obecnie mam swój kanał na You Tube. Nagrywam tam treningi, porady treningowe, dietetyczne. To się cieszy sporą oglądalnością, dzięki czemu człowiek na całym świecie jest rozpoznawalny w tej branży.
Jakie masz plany na przyszłość?
Tak ostatnio z Asią rozmawiałem. Gdzie my byśmy polecieli na 4-5 dni do Hiszpanii? Raz, że szkoda by było pieniędzy, poza tym nigdy nie ma czasu. A tak jest rytm. Jedziesz na zawody, po zawodach zostajesz 2-3 dni i zwiedzasz. To jest mnóstwo miejsc zarówno w Polsce jak i na świecie. Oprócz tego, że poznajesz fajnych ludzi to zwiedzasz trochę świata. Mam zakusy w przyszłym roku spróbować wystartować w USA. Jeszcze mam kilka marzeń. Wiadomo, marzenie robi dalej marzenie. Mam jeszcze parę wytyczonych celów, zatem stawiam żagle w moim statku marzeń i płynę.

Piotr Strumyk Stróżyk

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ