Szkoła w Młodojewie – Zarzucono dziecku przemoc seksualną

4495
wyświetlenia

Ostatnie publikacje w lokalnym radio, a potem w jednej z lokalnych gazet spowodowały ogromną burzę w środowisku szkół podstawowych, a szczególnie w małym Młodojewie. W materiale radiowym dopuszczono do sugestii, że 11-latek stosuje przemoc seksualną w szkole. Dowiedzieliśmy się także, że rodzice domagają się zainstalowania monitoringu. Ale czy wszyscy? Postanowiliśmy wyjaśnić problem.

Rozmowa z dyrektorem Mirosławą Wędziną

Waldemar Wincza dał pani wycenę założenia monitoringu przy okazji jako rodzic na zebraniu. Czy liczy on na to, że jego firma będzie to zakładać?

No właśnie powiedziałam wtedy, że chcę żeby ten monitoring założyła firma zewnętrzna.

Waldemar Wincza, właściciel firmy Winnet przedstawił mi wycenę założenia monitoringu w szkole 24 listopada. Niestety szkoły dostają skromne budżety. Tego dnia powiedziałam rodzicom, że mamy pieniądze na węgiel. Jest koniec roku i teraz możemy sobie pozwolić tylko na podstawowe wydatki. Oczywiście, że jeżeli będzie nowy budżet, wtedy postaramy się ten monitoring założyć.

Ten sam pan zadzwonił do radia mówiąc, że w waszej szkole nie jest bezpiecznie?

Moim zdaniem nie chodzi tutaj o bezpieczeństwo dzieci albo jak je rozwiązać. Mam wrażenie, że on uważa, że ten monitoring rozwiąże wszystkie problemy w szkole.

Ale przeczytałem, że jest niemoralne zachowanie w waszej szkole. Na ile to ma swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości?

W radiu lokalnym usłyszałam, że jest na terenie naszej szkoły przemoc seksualna. Niektórzy mieszkańcy wsi potem uważali nawet, że któryś z nauczycieli się dopuszcza takiego czegoś. Bo czy dziecko, które jest w piątej klasie może się tego dopuścić? Nie ma takiej możliwości.

A ta okrzyknięta niemoralność?

Ja mogę powiedzieć tylko tyle, że nie ma tutaj takich zachowań które by zagrażały bezpieczeństwu dzieci. To są dzieci, które biegają. Codziennie są jakieś zdarzenia typu, że ktoś do kogoś brzydko się odezwał, ktoś komuś coś powiedział, ktoś kogoś popchnął. My to załatwiamy na bieżąco. A tam w gazecie sugerują, że ja coś próbuję zamieść pod dywan. Jaka miałabym z tego korzyść? Tylko tyle, że problemy by się nawarstwiały i nic nie byłoby rozwiązane.

Słyszałem, że ten pan od monitoringu jednak występuje w imieniu rodziców.

Ja nie słyszałam, żeby ktoś upoważnił tego pana do takich działań. Poza tym na pytanie, co 11-letnie dziecko, które on oskarża zrobiło jego dziecku nie umiał odpowiedzieć. Niektórzy rodzice byli bardzo zbulwersowani i zadawali żonie tego pana pytanie, po co to robią, w jakim celu? Uzyskali odpowiedź, że to profilaktycznie, żeby coś się złego dziecku nie stało.

Profilaktycznie robi się złą opinie szkole?

Tak by można powiedzieć. Tak to niestety wygląda.

Jak się pani czuje w tej sytuacji?

Ja mam 33-letni staż pracy i wiem, jaka odpowiedzialność na mnie ciąży. Jak rodzic oddaje dziecko do przedszkola lub szkoły to wierzy, że jest ono bezpieczne.

Proszę mi powiedzieć, na ile sami rodzice walczą i domagają się monitoringu?

Nikt z rodziców nie przyszedł do szkoły i nie żądał monitoringu poza tym panem . Monitoring i zainstalowanie go wyszło od tego pana. Ale ja nie jestem przeciwna temu, żeby monitoring był.

Jakie przykrości bądź kłopoty pojawiły się po tej publikacji dla pani czy samej placówki?

Tu wszyscy począwszy od rodziców do nauczycieli pozyskiwali coś od lat dla tej szkoły. Uważam, że jest to wielka krzywda. Jest naruszenie dobrego wizerunku nauczycieli, szkoły, rodziców chłopca. Nikt nie próbuje postawić się w sytuacji tej mamy i tego dziecka, które jest oskarżane. Tak naprawdę jest to normalna, ciężko pracująca rodzina.

Zrobiliście coś w celu, uświadomienia innych rodziców w tej sytuacji?

Myśmy zorganizowali w tym celu spotkanie z psychoterapeutą. Nam chodziło, żeby poprzez takie działanie głębiej zrozumieć tę sytuację, żeby polepszyć funkcjonowanie tej klasy. Niestety ten pan zdominował to spotkanie. Niekulturalnie się zachowywał, podważał jej kompetencję, zapytał się ile wzięła za to pieniędzy.

Rozmowa z psychoterapeutą – kto naprawdę jest poszkodowany?

Udało nam się porozmawiać z Bożeną Gawrych, psychoterapeutą systemowym, mediatorem sądowym, która przeprowadziła w zeszłym tygodniu rozmowę z rodzicami dzieci z klasy, do której uczęszcza oskarżany w lokalnej gazecie i rozgłośni 11-latek.

Co było celem spotkania z rodzicami w szkole?

Celem było poszukanie wspólnie z rodzicami takich rozwiązań zaistniałej sytuacji, które zaspokoją potrzeby dzieci. Dorośli są odpowiedzialni za stworzenie dzieciom w szkole takiej przestrzeni, w której każde dziecko będzie w spokoju mogło się uczyć. To są najważniejsze interesy.

Jakie to są potrzeby?

Przede wszystkim stworzenie bezpieczeństwa, stworzenie dziecku dobrych warunków emocjonalnych do nauki. W szkole stało się tak, że dzieci zostały zaangażowane w pośredni sposób w tę sytuację. Są niespokojne. To wpływa negatywnie na ich naukę.

No ale cała sprawa, problem zasadza się na publicznym oskarżeniu jednego rodzica skierowanym przeciwko dziecku. Pojawiło ono się w radio i jednej z gazet, i to spowodowało lawinę różnych reakcji.

Nie byłam świadkiem oskarżenia o jakiekolwiek molestowanie. Zostało mi przedstawione to tak, że jeden z uczniów przejawia trudne, niepożądane zachowania na terenie szkoły. Ale z ust żadnego rodzica nie padło, że jego dziecko jest poddawane molestowaniu seksualnemu.

Co to za zachowania?

To są zachowania niepożądane, łamiące normy współżycia społecznego i część tych zachowań ma zabarwienie erotyczne. Natomiast należy to powtórzyć, nikt z rodziców nie zgłosił, żeby jego dziecko było molestowane seksualnie. Chłopiec wokół którego rozgorzał ten konflikt jest pod opieką specjalistów z poradni psychologiczno-pedagogicznej. Mama chłopca jest bardzo w to zaangażowana. Chłopak ma pewne trudności z funkcjonowaniem społecznym, ale nie on jeden w karierze wielu szkół.

Dyrektor szkoły wspomniała, że to spotkanie które pani prowadziła było dość poważnie zakłócane przez jednego z rodziców.

Tak. Było zakłócane w sposób, którego nie chcę komentować. Było to poniżej pewnego poziomu współpracy i rozmowy z drugim człowiekiem. Przeszkadzał i zakłócał spotkanie. Dla mnie niedopuszczalne jest publiczne ocenianie przez tego niegrzecznego pana mamy chłopca – jej sposobów wychowania i efektów tego wychowania. Czasem dzieci robią to, czego rodzice sobie absolutnie nie życzą. Obarczanie pełną odpowiedzialnością tylko rodzica świadczyć może o niewystarczającej wiedzy na temat rozwoju człowieka.

Był jakiś efekt tego spotkania?

Troje rodziców wypowiedziało się publicznie, że są zainteresowani założeniem monitoringu w szkole. Szczególnie zainteresowany tym był ten niespokojny rodzic, który na moje pytanie, czy jego dziecko było obiektem niewłaściwych zachowań tego ucznia odpowiedział, że nic takiego nie wie.

Dowiedziałam się również podczas tego zebrania, że dzieci z którymi chłopiec miał pseudo konflikt, czyli zaczepiał, potrafiły być ze sobą w konstruktywnym kontakcie, np. bawiły się razem. Konflikt w tej chwili przenosi się na rodziców.

Jakiś konkretny efekt tego spotkania?

Było to wyciągnięcie pewnych wniosków. Od strony psychologicznej, wychowawczej uważam, że monitoring jest jednym z działań, które można podjąć. Nie jest najważniejszy i nie uważam, że najbardziej skuteczny. Ale dyrekcja nie ma nic przeciwko założeniu monitoringu, jeżeli znajdą się na to środki.

Dlaczego?

Monitoring służy do kontroli. Jeżeli mamy plan, że wychowamy dziecko poprzez kontrolę i w ten sposób nauczymy je właściwych zachowań to jest to złudna droga. Zawsze będą miejsca, gdzie tego monitoringu nie będzie, więc to pełnej kontroli nie zapewni. Próbowałam rodzicom przedstawić, że dzieci można wychowywać nie tylko poprzez kontrolę, ale także naukę właściwych zachowań i wewnętrznej kontroli. Dziecko powinno kontrolować swoje zachowanie, nawet jeśli nikt nie widzi. Oczywiście adekwatnie do wieku . Do tego potrzeba wielu innych oddziaływań, których monitoring nie zapewni.

Wszyscy rodzice, jaki procent domagał się tego monitoringu?

Nie wiem jaki procent, ale wiem, że wypowiadały się na ten temat 3 osoby. Pan, który ze mną głównie rozmawiał mówił, ze reprezentuje większość rodziców. Ale nie było tam żadnego głosowania.

Jak pani tą sytuację ocenia jako psychoterapeuta?

Ważne jest to, że w tej chwili paradoksalnie najbardziej zagrożone jest to dziecko. To, które miało być zagrożeniem dla innych. Dziwne, ale takie to teraz sprawia wrażenie. Pani dyrektor szkoły zgłaszała mi, że chłopak ostatnio źle się czuł, wymiotował, jest przestraszony.

Bożena Gawrych – psychoterapeuta systemowy, mediator sądowy

Opinia Waldemara Winczy

Do właściciela firmy Winnet dodzwoniliśmy się bez problemu. Nie unikał rozmowy, ale ze względu, że chciał autoryzować wywiad i brak czasu, możemy jedynie opowiedzieć jej przebieg. Na początku chcieliśmy się dowiedzieć, czy autor całego zamieszania w pełni świadomie użył zwrotu przemoc seksualna, obarczając tym 11-letniego ucznia i czy według niego na pewno jest to prawda. Rozmówca potwierdził, że udzielił na tę wypowiedź autoryzacji i że to prawda.

W dalszej części interesowało nas, czy chłopiec na pewno zagraża innym dzieciom, na co usłyszeliśmy oskarżenie dyrektora szkoły, który według naszego rozmówcy ten problem bagatelizuje. Zasugerował nawet, że może czas zmienić dyrektora skoro sobie nie radzi z problemem.

Nie można się było oprzeć pokusie o pytanie, czy pan oskarżający 11-latka zdaje sobie sprawę, że używając w związku z chłopcem w radio słów „przemoc seksualna”, jakie to przyniesie dla niego i jego rodziny konsekwencje, zarówno społeczne w niewielkiej wsi jak i również psychiczne. Na informację, że chłopak się denerwuje, wymiotuje, dowiedzieliśmy się, że to są konsekwencje za złe zachowanie i, że to jest częścią wychowania.

Co do walki rodziców o monitoring zostaliśmy poinformowani, że na dzień dzisiejszy oficjalnie angażuje się w to Waldemar Wincza z żoną, który twierdzi, że reszta rodziców prosiła o anonimowość.

Na sugestię, że mówienie o 11-letnim dziecku zboczeniec i używanie pod jego adresem zwrotu „przemoc seksualna” to być może przesada, nasz rozmówca potwierdził przekonanie o swojej racji. Dowiedzieliśmy się przy okazji, że taka choroba jak ADHD nie istnieje, ponieważ naukowiec, który ją wymyślił, przyznał, że to było po to, żeby się dobrze leki na to sprzedawały.

Komentarz

Można próbować komentować wypuszczenie takiego materiału w radio, czy fakt publikacji w lokalnej gazecie szczegółowych opisów zachowań chłopca. Ale po co? W głowie się nie mieści.

Piotr Stróżyk

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ