Pożegnanie księdza proboszcza Zdzisława Haenela

1781
wyświetlenia

„Poszedłeś na kolędę by z każdym pożegnać się osobiście”

Zmarł we śnie, w nocy z soboty na niedzielę, 1 lutego. Miał zaledwie 66 lat. Ksiądz proboszcz parafii p.w św. Urszuli w Szemborowie – ś.p. Zdzisław Haenel. Setki parafian, przyjaciele, rodzina, księża pożegnali go w czwartek. Spoczął na cmentarzu w Szemborowie.

Zaledwie kilka dni wcześniej, 27 lutego był na zebraniu wiejskim w Szemborowie, gdzie gratulował wybranej na kolejną kadencję sołtys Irenie Maciejewskiej. Ona sama w swoim sprawozdaniu podkreślała zasługi księdza proboszcza dla sołectwa, dla parafian. On śmiał się i potakiwał. Choć widać było, że podupadł na zdrowiu, dzielnie się trzymał. Pozwalał by na ramiona zarzucono mu koc, okryto nogi. Do końca żywo zainteresowany sprawami ludzi i wsi. W ostatniej ziemskiej drodze żegnały go setki parafian, samorządowcy, dziesiątki księży, siostry zakonne. Mszę koncelebrował biskup senior Bogdan Wojtuś.

Wzruszająco i z największym żalem żegnali księdza proboszcza księża – Życie człowieka jest drogą, ma swój początek i koniec. Ksiądz Zdzisław dziś dotarł do celu niespodziewanie i po cichu, kiedy budziła się niedziela. Trwały rekolekcje w parafii, on zasnął by obudzić już po drugiej stronie. Przez 21 lat kapłańskiego życia i przez 13 lat proboszczowania miał za sobą także doświadczenie drogi, gdzie trzeba było podjąć walkę i zaufać Bogu wbrew sobie. Niższe Seminarium Duchowne Ojców Oblatów w Markowicach, potem piękny, zarazem trudny i bolesny czas przy sercu matki, Czarnej Madonny na Jasnej Górze. Rozstanie, jak wciąż mówił – To bolało. Mówiłeś Zdzisiu, gdy odchodziłeś z Jasnej Góry chwyciłeś się, będąc na kolanach kraty, prowadzącej do kaplicy Matki Boskiej i w swojej ludzkiej bezsilności wołałeś : Matko pomóż i prowadź bo drogi nie widzę! Potem praca w górach. Przy całkowicie prozaicznych sprawach. Wieloletnia praca katechety w Wągrowcu. Wągrowiec to także bliski kontakt z kapłanami, także tymi schorowanymi, powoli gasnącymi w Domu Księży Emerytów. 18 lat pracy jako świecki katecheta, pewnie wydawało się wtedy, że tak zostanie. Jest praca, własne mieszkanie a jak sami wiemy, lata uciekają. A potem spotkanie podczas wizytacji arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, długa rozmowa. – Może spróbuje pan raz jeszcze? Kapłaństwo po tylu latach? Trudno podjąć decyzję. Potem czas seminarium w Gnieźnie. Pamiętam, jak mówiłeś Zdzisiu – Jezu, wśród tych szczynioków to się czuję jak w przedszkolu. W 1994 roku w katedrze prymasowskiej w Gnieźnie otrzymałeś święcenia kapłańskie. Spełniło się twoje największe marzenie. Po raz pierwszy Zdzisiu połamałeś chleb. Z Wrześni do Szemborowa niedaleka droga. A Bóg cie prowadził przez Markowice, Częstochowę, Kraków, Zakopane, Wągrowiec, Gniezno, Wyrzysk, Nakło. I Szemborowo, pamiętam twoją radość i łzy w oczach gdy obraz świętej Urszuli odsłonił oblicze jasnogórskiej królowej. Powiedziałeś wtedy na kolanach, przed tym ołtarzem – Jednak nie opuściła. Pamiętała. Nie raz się gniewałeś gdy w niedzielę zobaczyłeś na drodze traktor z przyczepą, czy pługiem. Parafianie z Szemborowa wiedzą, że proboszcz nie raz w niedzielę zagrzmiał, ale wiedzieliście wszyscy że za chwilę możecie przyjść i on zapyta – Kawy napijesz się czy herbaty? Każdy mógł przyjść a on zawsze mógł liczyć na pomoc swoich parafian. To tutaj, w Szemborowie umierała twoja mama, otoczona w chorobie opieką tej parafii. Parafianie oddali ci także swoje miejsce na cmentarzu, gdzie możesz spocząć w miejscu, które wybrałeś. Zostawiasz po sobie wielkie ślady swej pracy. Kościół, plebania, kaplica. Dzięki tobie wiele dzieci ale też i tych starszych po raz pierwszy zobaczyło polskie góry i polskie morze. Drogi Zdzisiu, dziękujemy za twoje radosne serce, gościnny dom, że potrafiłeś śmiać się i wzruszać do łez. Szkoda, że trochę bardziej nie dbałeś o swoje zdrowie chociaż wszyscy cię do tego namawiali. Miałeś pojechać do sanatorium, a ty poszedłeś na kolędę, miałeś już wtedy problemy z oddychaniem ale szedłeś i jak się okazało by pożegnać się z każdym osobiście.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ