Nie żyje Mirosław Mroczkowski

3101
wyświetlenia

Kiedy ktoś odbiera sobie życie, nie zawsze, jak się powszechnie uważa, musi to być wyraz egoizmu. Może to być jednak wyrazem zwykłego cierpienia i bezradności wobec swojego problemu, z którym był sam, nikt nie potrafił pomóc. Jak było z Mirosławem Mroczkowskim nie dowiemy się nigdy.

Wtorek, 15 września był dla rodziny Mroczkowskich tragedią życia. Nikt nie spodziewał się tego co się wydarzy. Pani Agnieszka Mroczkowska miała tego dnia urodziny. Rano, przed wyjściem do pracy zapytała córkę i męża Mirosława jakie ciasto im kupić. Miała tego dnia urodziny. Mąż nie chciał ciasta.
Kiedy wróciła okazało się, że małżonek nie żyje. Odebrał sobie życie. Miał 49 lat. Nie wiadomo co nim kierowało. Miał ładny dom, kochającą rodzinę i bezpieczne życie.
Mirosław Mroczkowski urodził się 25 sierpnia 1966 w Orchowie. Rodzice Łucja i Kazimierz mieli jeszcze 6 dzieci. Do szkoły podstawowej chodził w niedalekim Szydłówcu. Potem rozpoczął naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej w Słupcy. Tam zdobył zawód ślusarz – spawacz.
Po ukończeniu szkoły, w 1983, związał się na zawsze z WKS Mostostal w Słupcy, gdzie do końca pracował w swoim zawodzie. Żonę Agnieszkę poznał w 1989, a ślub wzięli 15 kwietnia 1990. Mieli dwie córki Martę i Wiktorię.
Pan Mirek uchodził za człowieka bardzo witalnego. Łatwo nawiązywał kontakty. Ludzie go lubili. Pasjonowały go samoloty i wszystko co z nimi związane. Jak wspomina małżonka potrafił bardzo dużo mówić o samolotach. Każdego roku jeździł z rodziną na wszystkie imprezy organizowane przez jednostkę wojskową w Powidzu, żeby z bliska przyjrzeć się samolotom i sprzętowi, który tam był. Był bardzo rodzinny. Regularnie jeździł z rodziną na wakacje. Najczęściej w góry, które uwielbiał.
Kończąc swoje życie feralnego dnia pozostawił w żałobie żonę Agnieszkę i córki Martę i Wiktorię.
Pogrzeb odbył się 17 września, o godzinie 14.00 na słupeckim cmentarzu parafialnym.
Rodzina dziękuje wszystkim znajomym, przyjaciołom, sąsiadom, kolegom i koleżankom z pracy, brygadziście Markowi Blochowi i wszystkim innym, którzy uczestniczyli w ostatniej drodze zmarłego męża i taty.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ