Ks. Tomasz Chlebowski o swojej książce o Meksyku! (wywiad)

593
wyświetlenia

W „Drogach i bezdrożach Meksyku” chciałem zaprosić wszystkich do dostrzegania dobra, a nie delektowania się sensacją zła. Choć przecież jego problemu nie pomijam w mojej książce – mówi o swojej książce Tomasz Chlebowski. Zapraszamy do przeczytania rozmowy z podróżnikiem.

Z tekstu książki wynika, że podróżowałeś po tym kraju. Mógłbyś przybliżyć czytelnikom jaki był prawdziwy powód wyjazdu tam na stałe?
Generalnie, powód był jeden: fascynacja tym zakątkiem świata, w którym poczułem się jak u siebie. Odbyłem wiele podróży do różnych miejsc na świecie, każde ma swój urok i zapach, ale właśnie Meksyk bardzo dotknął mojego serca. Dlaczego? Nie wiem. Po prostu, tak się stało. Myślę, że odpowiedź na to pytanie w jakimś stopniu czytelnik odnajdzie w treści książki. Jeżeli nie wprost, to łatwo się domyśli. Tak się złożyło, ale po prostu, chciałem żyć w Meksyku, być wśród ludzi tam i nieść im pomoc, pocieszenie, dzielić się sobą i uczyć się od nich życia.

Czy kiedy wybierałeś się do Meksyku już wtedy myślałeś o napisaniu książki, czy pojawiło się to potem? Co było przyczyną, która spowodowała, że postanowiłeś ją napisać?
Od chwili mojego pierwszego kroku na ziemi meksykańskiej ta książka pisała się we mnie sama. Wejście w fascynujący, barwny świat i zanurzenie się w nim bez reszty, spowodowały we mnie chęć podzielenia się moim przeżywaniem rzeczywistości Meksyku z innymi. Tak naprawdę, choć w tytule jest Meksyk i scenerią jest ta piękna ziemia, to książka o nas samych, o pięknie człowieka i świata. Czytelnik łatwo zauważy, że to moja wyprawa w tę właśnie stronę, z moimi osobistymi przemyśleniami, zadumą i spostrzeżeniami. Czytelnik odnajdzie w niej postać wędrowca, który wkracza na drogi i bezdroża pięknych ludzkich historii, czasem pełnych tragedii, a czasem wielkich radości… Ci, którzy przeczytali już książkę i mnie znają, piszą mi potem, że w postaci tego wędrowca odnaleźli „całego mnie”. Faktycznie, to osobista książka. Ale i każdy z czytelników może a nawet powinien, utożsamić się z tym homo viator. Do tego dodam, wszystkie moje przygody opisane w „Drogach i bezdrożach Meksyku” miały miejsce, nie są literacką fikcją.
Przyczyn napisania książki było jednak więcej. To też forma mojej wdzięczności ludziom spotkanym na szlaku moich licznych wędrówek po Meksyku; tym, z którymi dzieliłem codzienne życie, a którzy wiele mnie nauczyli i pokazali. To bezcenne doświadczenie.
Inną przyczyną była zwykła chęć ofiarowania ludziom radości czytania, stworzenia przestrzeni do osobistej refleksji, czy chociażby poszerzenia wiedzy o Meksyku,
Sam proces powstawania książki był dość długi. Pisanie również. Tej książki nie pisałem ciągiem. Trwało to wiele lat. Pewne treści muszą dojrzewać w nas, by wydały owoc. Bywało, że odkładałem pisanie, potem powracałem, i znowu odkładałem. Nie byłem nawet pewny, czy ją kiedykolwiek ukończę. Dopisywałem coś, uzupełniałem, wyrzucałem. Ostatecznie powstała dość gruba książka, a i tak w końcowej redakcji z bólem serca musiałem usunąć jakieś pięćdziesiąt stron tekstu, bo wydawnictwo ma swoje reguły odnośnie redakcji książek.

Najdłuższy pobyt był w kiedy pojechałeś, żeby posługiwać w zakonie Salwatorianów i myślałeś, żeby w Meksyku zostać na zawsze. Nie udało ci się tam zostać, dlaczego?
Moja miłość do Meksyku zaowocowała decyzją, żeby pojechać na misje i żyć tam na stałe, służyć ludziom, dzielić ich życie, nieść nadzieję i pomoc. Wydawało się to dość nierealne, ale… dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych! Znalazł się zakon Salwatorianów, który mnie niejako zaadoptował i w ten sposób mogłem w niewielkiej grupie wspaniałych księży posługiwać na Jukatanie, wśród potomków Majów. To był cudowny czas braterstwa, trudu, radości i wielkiego spełnienia. Ale również i wielu trudnych doświadczeń. Jedno z nich sprawiło, że opuściłem ziemię meksykańską. Z bólem serca, ale wiem, że prowadzenie i wola Ojca jest czasem inna niż nasza. Lecz gdy ją przyjmiemy, zawsze w końcu zaowocuje. Mogłem być rozgoryczony, ale serce wypełniłem wdzięcznością za te lata posługi w Meksyku, za spotkanych ludzi. A dzisiaj, z perspektywy czasu, potrafię odnaleźć sens tego wszystkiego. Dlatego nie skupiam się w książce na tym, gdyż nie jest to dla niej elementem istotnym. Staram się na wszystko patrzeć z perspektywy wiary, czyli zaufania w prowadzenie woli Ojca.

Narzuca się pytanie co było przyczyną twojego wyjazdu? Myślę, że czytelnik chętnie pozna to z czym musiałeś się zmagać po drodze pisząc, opowiadając w tym samym czasie o Meksyku w swojej powstającej równolegle niezwykłej książce.
Mówiąc krótko, pojawiły się pewne niejasności pomiędzy biskupem miejsca a zakonem, bardzo skomplikowana i niejasna sytuacja. Bez wchodzenia w szczegóły, gdyż ta sprawa nie jest moją osobistą i dlatego uważam, że nie mam prawa o niej mówi
. Wszystko doprowadziło do tego, że biskup miejsca nie przedłużył mi tzw. misji kanonicznej, i musiałem opuścić teren jego diecezji, i w konsekwencji tego, również Meksyku.

Co czujesz kiedy jest już dostępna, kiedy każdy może ją przeczytać?
To kolejna z książek, które napisałem. Każda z nich to wynik mojej naukowej pracy, uniesień chwili (zwłaszcza w moich tomach poezji), przemyśleń… Nic dziwnego, że te niejako materializacja tego, co we mnie, daje radość. Radość, że mogę zaprosić kogoś w mój świat, podzielić się jego postrzeganiem. „Drogi i bezdroża Meksyku” są wyjątkowe, bo pisałem tę książkę najdłużej i włożyłem tam mnie samego, moją wrażliwość i widzenie pewnych spraw. To książka specyficzna, może powiedzieć nawet: poetycka. Nieco filozoficzna, może i mistyczna? Są w niej momenty zabawne, ale też i takie, które zasmucają. Generalnie jednak niesie w sobie bardzo pozytywny przekaz.

Narzekałeś, że musiałeś z niej sporo usunąć. Jest jakiś fragment, opowieść której było ci najbardziej żal? Może byś w dużym skrócie wspomniał o tym?
Cała książka, choć wydaje się, że to luźny zbiór poszczególnych rozdziałów, które się w zasadzie nie wiążą, stanowi pełną całość. Tak została przeze mnie skonstruowana. Wycięcie pewnych jej części naruszyło tę całość, musiałem sporo się namęczyć, żeby przybrała taki kształt, jaki posiada obecnie. Wyciąłem niektóre rozdziały z zakresu niezwykle ciekawej mitologii Azteków i Majów, kilka rozdziałów opisujących cudowną, rajską wręcz Isla Mujeres, Wyspę Kobiet, niektóre rozdziały odnoszące się do historii kraju… Kto wie, może kiedyś ukażą się w jakiejś kolejnej książce o Meksyku? Może, gdy „Drogi i bezdroża Meksyku” staną się poczytne, to wydawnictwo zechce wydać i ten pozostały materiał? Tego jeszcze nie wiem. Chciałbym.

W jednym z rozdziałów spotykasz dzieci z biednej dzielnicy obok Guadalupe. Dajesz im cukierki, wychodzi ich matka. I nagle pojawia się mężczyzna z pistoletem za paskiem. Nie odchodzisz. Podejmujesz z nim rozmowę pomimo, że chce ciebie wyrzucić. Wiedziałeś, że do ciebie nie strzeli?
Nie. Tego nie można przewidzieć. Można tylko przypuszczać, liczyć że się tak nie stanie. Takie sytuacje nie są przewidywalne, ale czasem nie można ich uniknąć. Jak się zachować? My też w pewnym stopniu jesteśmy wtedy nieprzewidywalni. Akurat w tym czasie czułem się naprawdę wolnym, dlatego nie odczuwałem paraliżującego strachu. Umiałem go oswoić. Nie uważam, że to odwaga czy pewność siebie. Bardziej rzekłbym… ufność Ojcu, bo czułem się wtedy otulony szczelnie płaszczem Jego opieki. A jeszcze bliskość Guadalupany… – nie no, czułem, że nie jestem sam!

Czytając te fragmenty, w których opowiadasz o własnych przeżyciach i spotkaniach innych ma się czasami wrażenie, że Meksyk jest krajem gdzie tak praktycznie prawo i poczucie bezpieczeństwa nie istnieje. W tekście tego wprost nie mówisz. Ale czy tak jest naprawdę?
Człowiek czuje się bezpieczny wtedy, kiedy ma zagwarantowane ze strony prawa oparcie. To czynnik niezbędny do właściwego funkcjonowania każdego państwa. Każdy obywatel musi mieć niezbywalne prawo do czucia się bezpiecznym w swoim życiu, w swoim domu. Jednak przykłady z historii, ale również i z dzisiejszych czasów, pokazują, że różnie to bywa. Opisuję w książce zdarzenia i wynikające z nich moje refleksje na temat bezpieczeństwa w Meksyku. To bardzo trudny temat i w kilku zdaniach trudno go nawet nakreślić. Z jednej strony Meksyk to państwo praworządne, które ceni niepodległość i prawo, a z drugiej na przestrzeni lat widzi się wiele przemocy, rozwój grup przestępczych, karteli narkotykowych, korupcji. Ich nasilenie zależy często od wielu czynników i na dzień dzisiejszy, trudno mówić o jakiejś praktycznej formie rozwiązania problemu. Nie można jednak utożsamiać Meksyku tylko z kartelami narcos, z przemocą i agresją. To piękny kraj, w którym jest więcej dobra i piękna niż zła i brzydoty. Tylko zło jest bardziej krzykliwe, a dobro ukrywa się w małych chwilach, które łatwo przeoczyć. W „Drogach i bezdrożach Meksyku” chciałem zaprosić wszystkich do dostrzegania tego dobra, a nie delektowania się sensacją zła. Choć przecież jego problemu nie pomijam w mojej książce.

Gdyby porównać bezpieczeństwo przeciętnego obywatela Polski i Meksyku. jak byś to określił? Jakie pokazał różnice?
W tym kontekście bezpieczeństwa narodowego trudno porównywać bezpieczeństwo jednego kraju z innym. Wpływa na to bowiem szereg uwarunkowań, takich jak historia, posiadanie bogactw naturalnych, położenie geograficzne, mentalność ludzi, sąsiedztwo innych państw, itd. Różnic pomiędzy Polską a Meksykiem jest wystarczająco wiele pod tym względem, więc siłą rzeczy, również problemy bezpieczeństwa obywateli są inne. Moim zdaniem, nie można ich porównywać.

Jest różnica w stosunku do Kościoła i wiary w Meksyku a Polsce? Opisujesz pięknie święta i uroczystości jakie tam przeżyłeś z Meksykanami. Znasz Polskę i ludzi tutaj. Jest różnica w relacji do wiary tu i tam za oceanem?
Wiary także nie można porównywać. Zarówno pojedynczego człowieka, jak i jakiejś większej zbiorowości. Też dlatego, że… nie da się jej zważyć ani zmierzyć, to przecież rzeczywistość duchowa. Zresztą, po co porównywać? Natomiast w jakimś stopniu możemy wskazać pewne różnice i podobieństwa w wyrażaniu wiary przez człowieka. I…. to jest piękne! Bo różne formy wyrażania wiary, szczere wpisanie w nie danego człowieka, danej kultury, świadczy o uniwersalności i niesłychanym bogactwie Kościoła. Mądrością jest delikatnie czerpać z tego źródła inności, uczyć się go rozumieć, ale również otwartością dawać możliwość ubogacenia się innych moją wiarą. Taka wspólna wymiana dóbr, która jest potwierdzeniem wspólnej drogi do zbawienia poprzez wiarę w jedynego Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Ten element akurat jest wspólny dla wszystkich chrześcijan. A w Meksyku samych katolików statystycznie jest ponad 80%.
Wyznałeś, że chcesz „zaprosić wszystkich do dostrzegania tego dobra, a nie delektowania się sensacją zła” To bardzo piękne zaproszenie. Bardzo niekomercyjne. Chciałeś tam zostać na zawsze, nie udało się. Gdybyś mógł zmienić w tym swoim wymarzonym miejscu, kraju jedną rzecz tylko. Co by to było?
W wymarzonym miejscu logicznym wydawało by się nie zmieniać kompletnie nic. Jednak powszechnie wiadomo, że na ziemi nie istnieje raj. Może dlatego, że wiele piękna, które ze swej natury posiada świat i człowiek, niszczymy my sami? Jeden element… Połączę się moim sercem z wszystkimi moimi meksykańskimi przyjaciółmi i powiem: chciałbym, żeby z tej ziemi zniknęła jakakolwiek forma agresji i przemocy, począwszy od tej skrajnej, wielu grup przestępczych, ale również tej, która wyraża się w wyzysku innych oraz obojętności społecznej na biednych.

Pytanie prowokacyjne Kilkakrotnie wspominasz w książce, że twoje niebieskie oczy robiły duże wrażenie na tubylcach, w tym kobietach. Nigdy nie kusiło cię żeby zrzucić sutannę i zostać tam na zawsze, ale już nie jako kapłan?
Moja błękitne oczy nie tylko na ziemi meksykańskiej robią wrażenie, hahaha… W Meksyku niektóre dzieci po raz pierwszy w życiu widziały kogoś tak dziwnego jak ja, z innym kolorem oczu i włosów. Wywoływały u mnie uśmiech ich otwarte szeroko usta i zdziwione oczy. Byłem dla nich dziwnym stworem przybyłym z innego świata. Natomiast w tym książkowym opowiadaniu, zresztą prawdziwym, nie chodzi jednak tylko o czysto zewnętrzne patrzenie. Chodzi o jego czystość i przejrzystość, a taką miałem i mam w relacji do ludzi, nieważne czy kobiet czy mężczyzn, starych czy młodych. A to można z oczu wyczytać i w świecie zbrukanym nieczystością, to zadziwia i pociąga.
Więc, co do drugiej części: często podziwiałem urodę Meksykanek, ale nigdy nie pomyślałem, żeby zmienić moją drogę. Jestem i czuję się kapłanem, słabym i czasem upadającym, niedoskonałym. Ale też czuję zawsze prowadzenie miłości Boga, która nadaje sens mojej wędrówce i mi wystarcza, a nawet otrzymuję jej dużo więcej niż jestem w stanie przyjąć. To się nie zmieniło we mnie, a chwile doświadczeń i prób tylko jeszcze bardziej pogłębiają moją więź z Jezusem.

W twojej książce pokazujesz jak ogromne znaczenie dla Meksykanów mają wierzenia. Opisujesz różne. Chciałbym zapytać czy zastanawiałeś się co powoduje takie przywiązanie, potrzebę do wierzeń w tego bądź innego świętego czy postać bożka?
Różne wierzenia, i jak pamiętam napisałem o tym w którymś z rozdziałów książki, są podyktowane potrzebą naturalnego wyrażenia swojej wiary, bo każdy człowiek ma w sobie tę duchową potrzebę. Nawet, kiedy twierdzi, że nie. Nie ma stuprocentowych ateistów. Człowiek potrafi utworzyć sobie bożka z czegokolwiek, i co ciekawe: nawet tego nie wiedząc! Trudy życia, brak bezpieczeństwa, skrajne sytuacje życiowe, dodatkowo wywołują tę potrzebę oparcia się na kimś silnym. Są tacy, co uciekają w ramiona równych nałogów, tworzą swoich „osobistych bogów”. W tak ogromnym i zróżnicowanym kulturowo miejscu, jakim jest Meksyk, otwierają się różne tego możliwości. Niestety, także dla działalności szkodliwych, demonicznych sekt, które szerzą np. demoniczny kult Santa Muerte.

Czy doświadczenia Meksyku zarówno jego piękna jak i wszechobecnej brutalności zmieniły w jakiś sposób twoje postrzeganie świata?
Każda wyprawa, każde spotkanie zmienia nas. Uczymy się bardziej siebie samych, innych, świata. Nic dziwnego, że każde moje spotkanie z Meksykiem kształtowało moją osobowość. Myślę, że całe życie to nieustanne dojrzewanie do stawania się bardziej ludzkim; bardziej człowiekiem. Niezbędne w tym jest przebywanie pośród ludzi, umiejętność dostrzeżenia każdego człowieka, otwarcie na Inność. O tym, czy stałem się innym człowiekiem po powrocie z Meksyku, mogą powiedzieć ci, którzy mnie znali przed wylotem i po powrocie z każdej z moich podróży. Pewne rzeczy na pewno uległy we mnie przewartościowaniu, pewne mnie utwierdziły jeszcze bardziej w moim postrzeganiu świata i człowieka, niektóre wskazały miejsca, nad którymi muszę jeszcze w sobie popracować. I wierzę, że „Drogi i bezdroża Meksyku” pomogą również każdemu, kto na nie wejdzie poprzez stronice książki, by zobaczyć coś więcej, Odkryć coś, co kryje się poza kolejnymi rzędami liter tej książki.

Rozmawiał Piotr Stróżyk

ZOSTAW ODPOWIEDŹ