Mój „GŁOS” wewnętrzny

2127
wyświetlenia

Utarło się w potocznej mowie, że media to „czwarta władza”. Dla mniej zorientowanych dodajmy, że pierwsza władza to władza ustawodawcza (czyli parlament), druga to władza wykonawcza (prezydent oraz rząd) trzecia – sądownicza (czyli aparat sprawiedliwości). I tu dochodzimy do „czwartej władzy”. O stopniu odpowiedzialności w trzech pierwszych przypadkach nie trzeba się specjalnie rozwodzić, bo jest to po prostu oczywiste. Tak jak oczywisty jest stopień odpowiedzialności w przypadku czwartej władzy – prasy, radia i telewizji.

Dziennikarz to zawód społecznego zaufania. Pojawienie się dziennikarza na horyzoncie, powinno wzbudzać w ludziach poczucie pewności, że sprawa poprowadzona zostanie rzetelnie, materiał zebrany zostanie z odpowiednią pieczołowitością, a publikacja wyjaśni społeczeństwu, na czym polega problem i w jaki sposób można go rozwiązać.
Nie bez znaczenia dla pozytywnego wizerunku dziennikarzy jest styl, w jakim ta praca jest wykonywana. Dziennikarze to z reguły ludzie inteligentni, więc ich zachowaniu towarzyszyć powinien pewien określony repertuar. Jest to zawód trudny, bowiem materia ludzka, z jaką przychodzi obcować dziennikarzom, przedstawia kompletne spektrum ludzkich zachowań, postaci i charakterów: od osób spokojnych i rzeczowych, aż po znerwicowanych choleryków.
Rozmówcy zdarza się stracić kontrolę nad sobą i zachować wobec dziennikarza niestosownie, bądź wręcz niegrzecznie. Dziennikarzowi tego nie wolno. To właśnie poprzez rzeczowość i powściągliwość „czwarta władza” zdobywała przez lata młodej polskiej demokracji społeczne zaufanie. Niestety poprzez coraz bardziej agresywne „metody pracy” dziennikarze to zaufanie u ludzi tracą. Tak zwane „tabloidy” noszące również potoczną nazwę „brukowców” uciekają się do najbardziej agresywnych i wręcz bezczelnych metod w pozyskiwaniu informacji, zdjęć czy faktów, łamiąc niejednokrotnie najbardziej podstawowe zasady ludzkiej przyzwoitości.
Niektóre tego typu działania są nie tylko złamaniem dobrych obyczajów ale i po prostu złamaniem prawa. Bezczelne „tabloidowe hieny” krążą wokół swoich ofiar, ludzi niejednokrotnie z problemami. W obliczu nierozstrzygniętych sporów czy spraw sądowych, dla podtrzymania odpowiedniego kierunku narracji i wzbudzenia w czytelniku, słuchaczu, widzu odpowiedniej ciekawości, naciąga się fakty, stosuje ”sztuczki” lub feruje wyroki, zanim te zapadną w stosownej instancji.
W ten sposób media mogą wyrządzić niewinnym ludziom wielką krzywdę, tak zresztą niejednokrotnie się stało. Pracuję w tym zawodzie od wielu lat. Poruszałem wiele naprawdę trudnych tematów – od gospodarczych czy urzędniczych „przekrętów”, poprzez sukcesy i radości, aż po ludzkie dramaty i śmierć. Zawsze zależało mi na tym, by styl pracy był świadectwem faktu, że mam świadomość, jak wielka odpowiedzialność ciąży na mediach czyli na dziennikarzach.
Dlatego też ze zdumieniem przeczytałem „artykuł” w „Kurierze Słupeckim” (nr 5 z 31 stycznia, str.6) zatytułowany „Roga płaci za swoją twarz”. Jest to ni mniej, ni więcej tylko relacja z wtargnięcia z kamerą do gabinetu starosty pod pretekstem umówionego wcześniej wywiadu. Dwaj dziennikarze usiłują wymusić na urzędniku nagranie kamerą wywiadu mimo, że wcześniej nie było o tym mowy. Sprawa ma związek ze zleceniem produkcji „kronik telewizyjnej”, którą starosta zamówił w lokalnej stacji telewizyjnej.
Rozpatrywanie słuszności tego zlecenia uważam, za kompletną bzdurę, zwłaszcza, że wydawca „Kuriera Słupeckiego” firma GRAFFI STUDIO – jak wynika z posiadanych przez redakcję „Głosu Słupcy” danych – jest liderem na rynku przyjmowanych od samorządów zleceń.
Bardziej jednak, niż ten bezsensowny zarzut, uderzył mnie styl pracy „dziennikarzy”, styl który narusza dobre imię wykonywanego między innymi przeze mnie przez wiele lat zawodu. Ustalmy, że urzędnik ma obowiązek udzielenia informacji w zakresie kategorii jawnych (są również kategorie informacji niejawnych). Jednak forma tejże informacji, to już sprawa do ustalenia. Urzędnik MOŻE zgodzić się na wywiad, jednak wcale nie musi. Jest sto powodów, dla których w danym dniu nie ma możliwości przeprowadzenia, nie umówionego w danym dniu wywiadu przed kamerą. Może to być pryszcz na czole, katar lub złe samopoczucie. Zadaniem dziennikarza jest opublikowanie informacji, a nie udowadnianie całemu światu, że nie było zgody na szczególną formę nagrania. Inaczej praca dziennikarza zamienia się w jakieś chore „MAMY CIĘ”.
A już całkiem rozbawiła mnie informacja, ze wspomniani dziennikarze „Kuriera Słupeckiego” w tym samym tekście zadeklarowali produkcję telewizyjnej kroniki dla starostwa „za darmo”. Dotrzymajcie słowa panowie, bowiem w przeciwnym wypadku stracicie wiarygodność.
Piotr Górny

ZOSTAW ODPOWIEDŹ