Z księdzem Jackiem Dzielem o Woodstocku

978
wyświetlenia

Tegoroczny Przystanek Jezus był osiemnastym z kolei. Wzięło w nim udział ponad pół tysiąca ewangelizatorów z Polski i zagranicy – osób świeckich, kapłanów, sióstr zakonnych. Ich posłudze i samemu spotkaniu patronował św. Brat Albert Chmielowski.

Ksiądz Jacek Dziel, były proboszcz parafii św. Leonarda pierwszy raz w swoim życiu pojechał na  zaproszenie przyjaciół na Przystanek Woodstock. Ten wyjazd stał się dla niego przyczyną głębokich refleksji na temat relacji z drugim człowiekiem. Jacek dziel zgodził się opowiedzieć krótko o najważniejszych swoich spostrzeżeniach i przeżyciach w trakcie festiwalu.

Czy na Przystanek Jezus, który jest zorganizowany w ramach Przystanku Woodstock jechał ksiądz z  jakimiś oczekiwaniami?

Byłem otwarty. Niczego nie oczekiwałem.  Działalność nazywaną popularnie Street Walking od dawna była mi znajoma i bliska. Na Woodstock nigdy nie byłem. Były trudne chwile. Na przykład spotkanie z satanistą. Nie było agresji.

Co robiło na księdzu największe wrażenie podczas tych dni?

Niesamowita otwartość ludzi na siebie. Ludzie nie chowali się w sobie tylko szczerze opowiadali o swoim bólu, cierpieniu, życiu.

Nie miał ksiądz wrażenia, ze powodem tej otwartości jest ogrom festiwalu i w jakimś stopniu anonimowość? W domu mogliby tacy nie być.

Nie do końca upatrywałbym tej otwartości w wielkości festiwalu. Dla mnie ważne było połączenie doświadczenia przeżycia eucharystii wspólnie z konkretnymi ludźmi, których tam spotkałem.

Było w festiwalu coś co się nie podobało księdzu?

Nie jechałem tam osądzać. Można się pokusić i analizować krytycznie zachowania czy sytuacje. Ja tego nie robię. Rzeczywistość jest jaka jest a ja staram się z niej i ludzi po drodze spotkanych wyłapywać to co dobre. Trzeba szukać dobra w tym co jest.

Z tego wiem Jurek Owsiak nie jest zbytnio przychylny istnieniu Przystanku Jezus na swoim festiwalu.

To jest kwestia rozmowy. Ja przyjechałem już po tym jak Owsiak rozmawiał z organizatorami naszego Przystanku. To wszytko jest kwestia rozmowy o kompromisu.

Powiedział ksiądz, że ludzie przychodzili z bólem, cierpieniem…

Dotykanie trudnych tematów daje obraz świata, w którym żyjemy. Festiwal jest zorganizowany i odbierany jako przyjemność i radość z słuchania koncertów. Pod spodem jednak jest gdzieś dużo bólu, cierpienia i samotności. Pójście w taką zabawę często jest ucieczką przed trudnymi zdarzeniami z własnego życia.

Co ksiądz jako kapłan może zaproponować na to wszystko? Co próbowaliście zaproponować na festiwalu?

Przede wszystkim nadzieję. Danie tym co do nas przychodzą poczucia, że nie są sami w swojej samotności, że jest inna perspektywa. Ja mówię teraz o czymś co jest dla mnie samego normalne i naturalne, jak oddychanie. A tak naprawdę to oddychanie jest skomplikowanym procesem. Czasami słuchając czyichś losów odczuwałem bezradność.

Jakie odczucia miał ksiądz po festiwalu?

Żeby tam wrócić. Wracałem do domu z poczuciem niezwykłego doświadczenia. W samym festiwalu i słuchaniu muzyki niewiele uczestniczyłem.

Jakaś refleksja dotycząca ludzi tam spotkanych…

Tak naprawdę to myślę, że jeżeli Woodstock ma być przyczyną otwartości i szczerości wobec siebie, to nie szukajmy Woodstocku. Starajmy się otwarcie i szczerze rozmawiać wszędzie i nie bać się drugiego człowieka.

Piotr Stróżyk

 

 

 

 

 

 

 

ZOSTAW ODPOWIEDŹ