Ks.Tomasz Chlebowski;życie w pandemii-“Ludzkim Głosem” dla Radia Plus

906
wyświetlenia

30 marca słupczanin, ks. dr Tomasz Chlebowski, proboszcz parafii Matki Bożej Łaskawej w w Borgo san Pietro, mieszkający we Włoszech w czasach pandemii udzielił wywiadu dziennikarce Patrycji Michońskiej z warszawskiego Radia PLus. Niezwykła rozmowa która warto poznać.

Gdzie jest Borgo San Pietro?
Jest to teren bardzo biedny. Niektórzy mówią, że jeden z biedniejszych. To są góry Cicolano przy jeziorze Salto. Czysta natura. Przecudne tereny. Jest to środek geograficzny Włoch. Jest tam miejscowość Rieti. Do Rzymu jest 120 km. Do Asyżu również, takie strategiczne miejsce. Centralne Włochy, region Lazio.
Duża jest księdza parafia?
Malutka. Kiedyś były to parafie, teraz jest dużo miejscowości wyludnionych, opuszczonych domów. W niektórych mieszka dosłownie kilku ludzi. Borgo San Pietro ponieważ leży nad jeziorem w okresie wakacyjnym powiększa się liczebnie. Teraz, zimą, kiedy życie jest spokojniejsze myślę, że żyje nas tutaj około 120 osób.
Jak wyglądało życie parafii przed epidemią, niedzielne msze święte, spotkania, spotkania towarzyskie? Czy jeżeli jest niewielka parafia, to ludzie żyją bliżej siebie, lepiej się znają?
Oczywiście. Rzeczywiście duszpasterstwo jest tutaj specyficzne. Miałem w moim 20-letnim życiu kapłańskim wiele doświadczeń. Wcześniej byłem w Meksyku, również we Włoszech lecz w innej parafii, studiowałem też w Rzymie. Trochę tej Italii znam. Na misje do Meksyku wyjechałem w trakcie, byłem tam 2 lata. Na koniec wróciłem tutaj, gdzie biskup mnie przeznaczył do parafii Borgo San Pietro.
Każda rzeczywistość parafialna jest inna. Nie można tego porównywać. W Meksyku mieliśmy z 3 Salwatorianami 8 kaplic, a w parafii było ponad 30000 osób. Mszy nieraz sprawowaliśmy po 6 dziennie.
Tutaj jest inaczej. Mało ludzi. Do kościoła nie przychodzą tłumy. Nie przestajemy szukać różnych rozwiązań, ofert. W trakcie 3-4 lat pobytu tutaj organizowałem koncerty, koncerty parafialne, zawsze na Boże Narodzenie. Przyjeżdżali znani artyści w regionie. Są tutaj również siostry. To ogromne zaplecze duchowe. Patronka całej strefy Cicolano jest Św. Filipa, pierwsza święta franciszkańska. Wspólnie z siostrami organizujemy w sierpniu marsze np. do groty św. Filipy. Tutaj jest duszpasterstwo.., nie nazwę tego wioskowe, ale dewocjonalne. Mnóstwo procesji, potem festyn z jedzeniem, z tańcami…
Teraz epidemia wszystkie elementy tej religijności zabiera. Nie mamy procesji, festynów, tańców, spotkań, koncertów, nie będzie drogi krzyżowej… Jesteśmy zamknięci w domach bez względu na to czy jesteśmy w Polsce, czy we Włoszech.
Ja myślę, że religia oprócz gestów zewnętrznych, bycia ze sobą, które jest niezbędne i wspaniałe, przede wszystkim kładzie nacisk, żeby pogłębić nasze życie duchowe. To jest zasadniczy punkt docelowy. Nie raz możemy być religijni, odbywać wszystkie święta i nic tym nie wnosić w przeżycie duchowe. Teraz jest czas, żeby rzeczywiście przystanąć, jakby Pan Bóg przymusowo te “Rekolekcje” tak zorganizował. Dobrze się zastanowić, przemyśleć i jak mówiliśmy we wspólnotach ewangelizacyjnych “pustyni Miast”, pójść w ducha. Czyli bardziej w modlitwę, sa msze transmitowane, ja transmituję, proponuję nabożeństwa. Ludzie się łączą. Zauważyłem, że więcej mam ludzi wirtualnie, którzy uczestniczą niż w czasie mszy niedzielnej. Tez czas jest trudny i może to wpływa. Przyszedł taki czas, przeżyjmy go godnie, a wyjdzie z tego wiele dobra.
A jak wygląda życie codzienne teraz, w waszym miasteczku?
Puste są place, puste są ulice, ludzie są w domach, komunikujemy się przez komórkę, z pomocą Internetu… Nie, że jesteśmy rozdzieleni, ten kontakt jest. Ktoś zadzwoni, czy ja zadzwonię, zapyta jak się czujesz? Ten kontakt jest. Pomoc tez tutaj jest. Jesteśmy małą wspólnota, rodziną. My wiemy, kto może potrzebować pomocy, kto nie. Myślę, że to jest plus takich malutkich wspólnot.
A czy ksiądz może opuszczać plebanię, iść na spacer?
Stopniowo ale w dość szybkim tempie te obostrzenia weszły w życie. Italia została zaatakowana przez tego podstępnego wroga i na początku panował chaos i nie wiadomo było co robić. Dać od razu obostrzenie zamknięcia wszystkich w domu to nawet psychologicznie by nie przeszło. Reformy, ponieważ z dnia na dzień zaczęli umierać ludzie pojawiały się bardzo szybko. Teraz praktycznie można wyjść na zakupy natomiast obecnie, trzeba mieć wypełniony formularz specjalnie z ministerstwa. Policja często zatrzymuje i pyta czy jest rzeczywista potrzeba wyjścia. Jest tutaj pani, która nie może nigdzie jechać, nie ma rodziny, jedyny brat umarł, to zawsze jakąś reklamówkę jej przyniosę, powieszę na furtce. Wiele jest tutaj takich gestów. Ludzie są dobrzy.
A przestrzegają kwarantanny?
Tutaj tak. Rzeczywiście kiedy raz w tygodniu jadę na zakupy, bo coś trzeba jeść, coś trzeba ugotować, to widzę jak przestrzegają. Natomiast we Włoszech, nie wiem czy to wynika z natury, szczególnie z północy są takie głosy, że niezbyt… Na epidemii, która w pewnym momencie, gdzieś tam została zbagatelizowana ten fakt teraz przynosi efekty. Teraz ludzie mogą przestrzegać kwarantanny, lecz skutki ponosi się po 2 tygodniach.
Jak ksiądz tłumaczy parafianom, jak odnaleźć się w tej trudnej sytuacji? Co ta epidemia może nam dać i czy może nam dać coś dobrego?
Takie nastawienie pozytywne, całe moje przesłanie jest w tym kierunku, jest dużo osób starszych, przygotowanie do spotkania z Bogiem. Na przykład Śmierć. Wczoraj była piękna ewangelia o wskrzeszeniu Łazarza. Rzeczywistość śmierci tak naprawdę jest to rzeczywistość naszego grzechu. Śmierć fizyczna jest tylko przygotowaniem na radosne spotkanie z Panem. To jest ciekawa rzecz, ze nawet siostry kiedy je po wieczornej liturgii żegnałem i powiedziałem: “To dobrej nocy i spokojnej śmierci”, zapytały ” “Jak tak możesz życzyć”. Mówię, że to jest życzenie z brewiarza, polskiego, bo we włoskim nie ma. To piękne życzenie.
Tak oswajając się z obecną rzeczywistością jesteśmy spokojniejsi. My nie mamy wyboru teraz, bo ludzi śmierć zawsze dotyczyła. Teraz stała się bardziej widzialna, bardziej obecna. W jaki sposób przeżyć? Z nadzieją, wiarą w Chrystusa. Ludzie przychodzą do mnie i mówią “niech się dzieje wola Boża, my jesteśmy gotowi”.
Jak sie wobec tego przygotować?
Chrześcijanin to człowiek adwentu. Wołamy cały czas Maranata ( Przyjdź panie Jezu ). Jestem daleki od jakichś wizji apokaliptycznych, po prostu w pokoju serca żyjemy jako ludzie adwentu, gotowi na spotkanie z Panem. Stojąc na przeciw tego co sami sobie zgotowaliśmy, musimy to przyjąć. I gdzie jest Pan Bóg wtedy? Jest obok nas, z tymi umierającymi, z tymi, którzy żyją w lęku… Próbuje to powiedzieć, czyli żyć w nadziei i z wiarą, że Chrystus to wszystko już zwyciężył. A to dla nas chrześcijan jest najważniejsze. Śmierć, choroba, epidemia, prześladowania,
Jak znaleźć nadzieję. Ksiądz daje dużo optymizmu. Jak się nie poddać panice, strachowi?
Dużo ludzi mnie o to pyta. Mówię czasami: Chcesz mieć pokój w sercu? Wyłącz telewizję. A skąd wziąć nadzieję? Otwórz Pismo Święte. Mówi o rzeczach trudnych, nie wprowadza iluzji, ale mówi to z nadzieją. Lektura biblii jest inna niż gazet, które szukają sensacji, statystyk i rzeczywiście sam w pewnym momencie wyłączyłem się z tego. W jakiś sposób śledzę, ale nie przesadzam. Teraz media siłą rzeczy i manipulują. Wprowadzają więcej sensacji niż jest. Podają nieprawdziwe newsy. Jest tego mnóstwo. Studiowałem komunikację społeczną, zrobiłem doktorat, potrafię rozpoznać nieprawdę. Człowiek w chwilach kryzysowych jest bardziej podatny na przyjmowanie wszystkiego.
Jakie to uczucie odprawiać mszę świętą w pustym kościele?
Do niedawna miałem dwie osoby. Przychodziła tylko siostra zakrystianka i starsza siostra 96 lat. Co do niektórych efektownych sytuacji w Polsce ja jednak bym to osobiście ukrócił. Cały ten zamęt i prezentowanie się księży jacy to wspaniali są i jacy odważni i nowatorscy. To jest niepotrzebne i nie o to chodzi w tym wszystkim. Dla mnie odważny ksiądz to taki, który codziennie w ciszy, bez fleszów i mediów, rozgłosu, sprawuje codzienna mszę z wiarą i daje ją ludziom. I o to chodzi, a nie o manifestacje. Sam jako przygotowany medialnie sprawuję msze w internecie i czuję tam jakąś więź duchową. Nie jest to to samo. Nic nie zastąpi spojrzenia w oczy, ale mamy teraz czas pustyni.
Księdzu nie podobają się takie inicjatywy, że ktoś zabiera najświętszy sakrament i samochodem objeżdża ulice, swoje miasteczka czy duże miasta, albo na przykład w samolocie?
No tak. Czasami docierają do mnie tutaj takie fajne wiadomości ale mam czasem wrażenie, że są robione tak, żeby wyróżnić się z tłumu tych innych, którzy rzeczywiście są posłuszni Kościołowi i państwu. To jest posłuszeństwo i pokora. Nie chodzi, żeby ludzi zostawić i nie szukać dróg dotarcia do niech. Mam czasami wątpliwości nad intencjami moich kolegów. I czasami mnie to boli, bo jestem w stanie w tym rozpoznać szczerość intencji, a nie o to w tym chodzi.
Dla mnie podejrzane jest na przykład, że kto poniżał ludzi podczas swojej duszpasterskiej posługi teraz nagle, w czasie epidemii kreuje się na super duszpasterza. To mnie się nie podoba. To jest obłuda i Pan Jezus też to krytykował.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ