Ks.Tomasz Chlebowski “Białoruś, krzyk wolności” – felieton

317
wyświetlenia
Fotografia z archiwum Tomasza Chlebowskiego.

To, co obecnie dzieje się na Białorusi, przewidziałem wiele lat temu. A dokładnie… 26 lat temu, kiedy po raz pierwszy miałem możność odwiedzić ten kraj. Potem byłem tam jeszcze dwa razy. Rzeczywistość ta bardzo zapadła mi w pamięć, spotkanie z Białorusią i jej mieszkańcami wywołało wiele wrażeń, a rozmowy wzbogaciły moje przemyślenia i obserwacje, które dzisiaj pokazują, że się nie pomyliłem.
Rozpad Związku Radzieckiego pokazuje, że był to kolos na glinianych nogach. Powstał wtedy szereg niepodległych republik. Lecz… często owa niepodległość nie była pełna, gdyż te nowe państwa pozostawały pod wielkim wpływem dominującego sąsiada, Rosji. Tak jest również z Białorusią. Ekonomiczne uzależnienie od Rosji, brak suwerennego rządu, polityczne wpływy rosyjskie, To sprzyjało umacnianiu się dyktatury zawsze jedynego „baćki”, prezydenta Łukaszenki. A on, z pomocą Rosji, całkiem jej uległy i poddany, piastował swój urząd przez kolejne lata.
Tuż przed wyjazdem z Białorusi do Polski, chciałem sobie kupić jakąś oryginalną pamiątkę, która by mi ją przypominała. Na ulicznych straganach widziałem tradycyjne, drewniane, wielkie jajka, wymalowane kolorowymi wizerunkami znanych przywódców państw. Był więc i Lenin, Regan, Mao, gdzieś z kolejnego surowym wzrokiem wyzierał na mnie Stalin. Lecz mnie zainteresował inny obraz człowieka, którego nie znalazłem na żadnej z przyulicznych wystaw.
– Czy macie może jajko z obrazem Łukaszenki? – zapytałem po rosyjsku, który dobrze pamiętałem, i przyznam, że lubię, z czasów intensywnej nauki za czasów komunizmu w Polsce.
Starszy człowiek w wymiętym garniturze spojrzał na mnie, a w jego oczach ujrzałem lęk. A może nawet i strach?… Na pewno przerażenie. Chwila ciszy.
– Nie, nie mam, nie miałem…. – zaczął nieskładnie bełkotać – Nasz ojciec narodu jest wielki!
Jajka z Łukaszenką nigdzie nie znalazłem. Zresztą, po tym spotkaniu już wiedziałem, że z niego nie można nie tylko żartować, ale nawet wymawiać nadaremno jego imienia nie można. Ryzykuje się wiele, a życzliwych donosicieli do władz, nie brakuje. Znalazłem za to oprawione w złocone ramki zdjęcia prezydenta. One były dostępne, lecz po prostu nie były atrakcyjną pamiątką.
Po komunistycznym ucisku Polska wkraczała powoli na drogę rozwoju gospodarczego. Widoczne to było dokładnie po przekroczeniu granicy z Białorusią, w której praktycznie panowała bieda. Kontrast był widoczny. Brak zarobków i perspektyw na przyszłość ukazywały dramat tej sytuacji, który przekładał się na ogólny smutek, jaki odczułem pośród Białorusinów. Intuicyjnie odczuwałem ten ciężar ich życia, boju o przetrwanie każdego kolejnego dnia. Rozmawiając z pokoleniem wtedy pięćdziesięciolatków, pytałem, jak im się żyje? Odpowiadali zrezygnowani, stłumieni: „Nie jest źle. Byle nie było gorzej!”. Była to swego rodzaju rezygnacja, pogodzenie się ze swoim losem. A on nie był dobry. Pomyślałem sobie: „To musi się kiedyś skończyć! I choć tego pokolenia nie stać na bunt, on kiedyś nadejdzie!”. Każda dyktatura, wcześniej czy później, musi upaść. Ludzie mogą przyzwyczaić się, ale nie pragną żyć w niewoli, zastraszeni i pozbawieni szans na lepsze jutro.
Kolejną cechą dyktatury jest próba utrzymania narodu w swoistej doktrynacji, ciemnocie i robienia wszystkiego, żeby ludzie, szczególnie młodzi, nie mogli się z niej wyrwać. Dlatego… pozornie wszyscy mogli wyjeżdżać za granicę, nawet studiować. Pozornie. Realnie nie było to możliwe ze względu na szereg obostrzeń prawnych, nadzwyczaj mocno rozwiniętą biurokrację i wysokie koszty manipulacyjne, na co zwyczajnie ludzi nie było stać. Mało więc ludzi młodych miało szansę wyrwania się spod władzy dyktatury. To nie nowość. W każdym kraju dyktatura wyglądała podobnie. Genialny podróżnik i reporter, Ryszard Kapuściński opisał to tak: „Dyktatura niszcząc inteligencję i kulturę pozostawia po sobie puste i martwe pole, na którym nieprędko wyrośnie drzewo myśli. Na to wyjałowione pole wychodzą z ukrycia, z zakamarków, ze szczelin nie zawsze ci, którzy są najlepsi, ale często ci, którzy okazali się najsilniejsi, nie zawsze ci, którzy wniosą i stworzą nowe wartości, ale raczej ci, którym twarda skóra i wewnętrzna odporność ułatwiły przetrwanie. W takich wypadkach historia zaczyna obracać się w tragicznym, błędnym kole i potrzeba niekiedy całej epoki, aby mogła z niego się wyrwać” (R. Kapuściński, Szachinszach)
Brak towaru w sklepach. W stolicy, Mińsku, wszedłem do apteki. Pośród małych, szarych zabudowań wydawała mi się nowoczesne, biała, wielka, oszklona. Z ciekawości wchodzę… dwóch opartych o półki aptekarzy w białych kitlach stoi znudzonych. Przestronna pomieszczenie. Ale na lśniących półkach… niewielkie butelki jakichś leków, porozstawiane w odległości metrowej od siebie. I żeby zapełnić przestrzeń pomiędzy nimi, rozłożone… instrukcje zażywania lekarstw.
W wielkim markecie chemicznym jest niby wszystko, co w Europie, nawet popularne wtedy w Polsce, nowe „Ols Spice”, czerwone pudełko z żaglówką na nim. Tylko, że… nikt nie kupuje. Lecz niedaleko, w niedużym sklepiku, dość długa kolejka. Po szare mydło. Przyda się w publicznych łaźniach, bo w komunalnych blokach często brakuje zwykłej łazienki.
Każda rewolucja jest szansą na jakieś zmiany. Jest znakiem ostatecznego zmęczenia się ludzi nie zmieniającą się, a nawet pogorszającą sytuacją. Nie mają nic do stracenia. Bunt zawsze wiąże się z ofiarami, jest ryzykiem, niepewnością skutków jakie przyniesie. Ale też i nadzieją, że może być inaczej.
Zaskakujące jest to, że tak naprawdę nikt do tej pory nie interesował się sytuacją na Białorusi. A przecież nie dzieje się tam dobrze od wielu, wielu lat. Może jest to spowodowane faktem, że jako państwo nie posiadające naturalnych bogactw, o które ktoś mógłby zabiegać? A że ludzie tam cierpieli i cierpią? Nikt by tego nie zauważył nawet, bo to nikogo nie interesuje.
Martwię się o moich przyjaciół Białorusinów. To piękni ludzie, którzy chcą, jak każdy z nas, żyć normalnie i bezpiecznie. Sytuacja jest trudna. Za prezydentem Łukaszenką stoi inny dyktator, Putin. O tym wie każdy. Rządy być może upadną, ale pojawi się pytanie o przyszły kształt państwa, o zaplecze ekonomiczne, kierunek polityki. Opozycja nie ma lidera, rewolucje mają charakter ludowy; spontaniczny. Modlę się, żeby nadzieja rozkwitła wolnością oraz całym swoim pięknem w sercu naszych wschodnich sąsiadów.

Tomasz Jan Chlebowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ