Jest mróz! Bądźmy radośni ale przezorni!

1305
wyświetlenia

Za oknem mroźnie i to chyba normalnie dla tej pory roku. Przynajmniej mamy wrażenie, że nie grozi nam globalne ocieplenie. W blasku słońca niektóre miejsca wyglądają bajecznie, ale jak na długie zimowe spacery – to jednak mrozy są trochę zbyt ostre. Zniechęcające jest już kilkanaście stopni poniżej zera, a cóż dopiero mówić, gdy słupek rtęci spada w okolice -20 stopni jak dzisiejszej nocy (z niedzieli na poniedziałek na wschodzie).
Ponieważ jednak życie się toczy i nie mamy możliwości zapaść w sen zimowy – jakoś trzeba sobie radzić. Mamy kilka propozycji dla zmarzluchów a także dla tych, którzy nie mają pojęcia o tęgich mrozach. Zaczynamy od wdzianka. Ubieramy się ciepło, najlepiej na cebulkę. Chyba, że dysponujemy markową odzieżą ekstremalną, która jest cienka i ciepła, ale ma za to grubą cenę. Przebywając na mrozie – chronimy przede wszystkim głowę, tracimy przez nią ok20% ciepła. Wprawdzie od dziecka nie lubię czapek, ale może warto chronić to, co pod włosami…
Ciepłe buty, rękawiczki, szalik – to dodatki skutecznie wspomagające nasze zmagania z zimnem. Pilnujmy jednak, aby nie zamokły, gdyż efekt może być zupełnie przeciwny.
Odsłonięte część ciała dobrze jest nasmarować tłustym kremem. Usta – bezbarwną pomadką ochronną. Wchodząc do ciepłego pomieszczenia (sklepu, autobusu) – dobrze jest nieco się „odpatulić” – zdjąć rękawiczki, rozluźnić szalik. Za chwilę wyjdziemy ponownie na mróz i lepiej zminimalizować gwałtowną różnicę temperatur. Najbardziej, co mnie drażni, no już tak mam, to jak widzę gościa jadącego w samochodzie z czapką na uszy. To jest koszmar, to nawet kobiety są odporniejsze na krótkotrwałe zimno.
Ponadto dbajmy o ciepło w domach. Wymaga to większych kosztów, ale przemarznięcie zdrowiu na pewno nie służy. Zwróćmy uwagę na to, co jemy. Broniący się przed wychłodzeniem organizm potrzebuje więcej energii. Ja w tym okresie często gotuję zupy (z wkładką mięsną) – ładnie i szybko rozgrzewają nas od środka
I wreszcie, pomagajmy sobie nawzajem. Niedawno widziałem, jak na parkingu przed sklepem gość biegał z klemami, nawzajem pomagając sobie w odpaleniu samochodów. To też rozgrzewa, ha ha!
Co tu jeszcze? Ludzie powiadają, trzeba chlapnąć, co nieco, żeby się rozgrzać. To fakt, alkohol rozgrzewa, ale tylko pozornie. Ogólnie organizm znacznie szybciej wyziębia się po alkoholu, który rozszerza naczynia krwionośne. Osobiście za kołnierz nie wylewam, ale na dłuższych spacerach, nie wolno i koniec! Chyba, że żona wyśle nas po masło do sklepu, no to po drodze można delikatnie zassać…
Tak jest, bądźmy radośni w zimie, świeci słońce i żyć się chce. Perspektywa nadejścia wiosny jeszcze bardziej rozgrzewa od środka. Pozdrawiam, miłośnik zimy:

Tomasz Frankowski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ