Ekologiczna katastrofa nad Jeziorem Słupeckim!

951
wyświetlenia

Ostatnie dni przyniosły złe wieści znad wody naszego jeziora. W czwartek rano nad brzegami od strony miasta pojawiły się tysiące sztuk tegorocznego narybku, przede wszystkim okonia i sandacza, dodatkowo śnięte były również  inne gatunki.

Niestety już w sobotę społeczni strażnicy rybaccy z Koła nr 14 uprzątnęli pojawiające się przy brzegach ryby dorosłe – głównie sandacze. Sandacze – czyli najcenniejszy przyrodniczo i wędkarsko gatunek ryb występujący w naszym jeziorze. Gatunek, który w wielu jeziorach i zbiornikach naszego kraju jak i zagranicą pozwala lokalnym społecznościom rozwijać gałąź gospodarki jaką jest turystyka wędkarska. Jest to ryba, dla której wielu wędkarzy potrafi przebyć setki kilometrów, wydać tysiące złotych na sprzęt wędkarski i zostawić niemałe pieniądze w ośrodkach skierowanych właśnie dla nich, wspierając lokalne gospodarki i dając wymierne profity. Piszę to dlatego, że nasze jezioro również mogłoby stać się miejscem znanym na wędkarskiej i turystycznej mapie Polski.

Niestety postępująca degradacja naszej wody – rokroczne wypłycanie i zamulanie się zbiornika. Zarastanie brzegów trzciną i pałką wodną – która co sezon obumierając zostawia w wodzie kolejne tony biomasy, a następnie rozkładając się znacząco obniża jakość wody. Roślinność ta, po opuszczeniu wody w 2009r. objęła swoją powierzchnią znaczącą ilość hektarów lustra wody, zmniejszając tym samym znacznie objętość zbiornika. Dodatkowo pobór wody przez ogródki działkowe i znikomą ilość opadów tej wiosny, sprawiły, że poziom wody w jeziorze jest jak na czerwiec bardzo niski. Kolejną składową tego co stało się z rybami w ostatnich dniach jest sport motorowodny, który od kilku lat kwitnie nad naszym jeziorem. Niestety trzeba mieć świadomość, że w przypadku takiego akwenu jak nasz zbiornik, czyli wody o średniej głębokości 1,5 – 1,8m i dużej ilości osadów dennych przepływające z dużą prędkością łodzie motorowe i skutery pogarszają jakość fizyczną i biochemiczną wody. Po przepłynięciu motorówki osady z dna zostają podniesione, uwalniają się szkodliwe dla organizmów wodnych gazy pochodzące z przemian materii organicznej. Dodatkowo w upalne, słoneczne dni podnosi się temperatura wody, poprzez to że uniesione i wymieszane w toni cząsteczki mułu nagrzewają się od promieni słonecznych. Niestety im cieplejsza woda tym mniej rozpuszczonego w niej tlenu. Tlenu bez, którego wszystko co żyje umiera. Także ryby. I niestety początek lata tego roku przyniósł to czego poniekąd się spodziewałem już od kilku lat – przyduchę letnią.

Niedzielne popołudnie, w którym wypłynąłem pierwszy raz w tym roku łodzią na taflę naszego  jeziora  przyniosło mi przykry widok. W końcowej części jeziora wzdłuż trzcinowiska, znoszone falą pojawiły się setki padłych sandaczy. Ryb  dorosłych od 50 do 90cm. Dla ludzi, kochających przyrodę i wędkarstwo taki widok  to prawdziwy cios poniżej pasa. Dzisiaj jest poniedziałek i z informacji od naszej straży rybackiej  wiem, że padłych ryb wypłynęło  jeszcze więcej. Kolejne dni również, mają być gorące, także pewnie to nie koniec smutnych dla wędkarzy informacji. Od lat słyszymy o projektach przywrócenia dawnej objętości retencyjnej i odmuleniu naszego Jeziora. O przywróceniu dawnej świetności turystycznej. Niestety obecnie bez podjęcia, kroków ratujących jakość wody  są to tylko mrzonki, bo nikt nie będzie chciał wypoczywać nad wodą, która po prostu śmierdzi i pływają w niej zdechłe ryby. A ryby, szczególnie sandacze przyciągają i fascynują swym pięknem tylko jeśli są żywe. Dla porównania – zdjęcia i filmik z ostatnich dni, oraz kilka słupeckich sandaczowych  migawek z mojego fotoarchiwum.

Pozdrawiam
Olgierd Nowicki Prezes Koła PZW nr 14 Mostostal

ZOSTAW ODPOWIEDŹ