Dawca nerek? To nie ja!

756
wyświetlenia

Ostatni artykuł autorstwa Tomasza Frankowskiego, pt. „Dawcy nerek” już na drogach, obruszył część społeczeństwa motocyklowego. Swoje zdanie w tym temacie wyrazić zechciał Przemysław Ptaszkiewicz, współwłaściciel znanego i popularnego lokalu Galeria Cafe, motocyklista od 30 lat.

 Nie rozumiem, dlaczego ludzie mówią o nas „dawcy nerek, nie zgadzam się z tym. Wiem, że zdarzają się takie sytuacje. Podjeżdżamy gdzieś i słyszę tekst: ”O, dawcy nerek przyjechali”. Ja się tak nie czuję i nie chcę by ktoś tak o mnie mówił. Oczywiście mówię tutaj we własnym imieniu, nie ręczę za wszystkich motocyklistów. Wychodzę z założenia, że jeżdżenie motocyklem musi sprawiać przyjemność, nie kręci mnie palenie gumy, robienie bączków czy widowiskowe i ogłuszające strzelanie. Owszem wypadków z udziałem z motocyklistów w ostatnim czasie było sporo ale przyjrzyjmy się im. W miniony weekend kilku motocyklistów jechało do Częstochowy, zginęli w wypadku. Kto był winien? Nie motocykliści, którzy jechali za szybko tylko kierowca auta, który wyjechał im na czołówkę. Kilka dni wcześniej także tragiczny wypadek motocyklistów i także wina leży po stronie kierującego autem. Ostatnio za Pyzdrami także to kierowca zajechał motocykliście drogę powodując wypadek. Jeżdżę motocyklem o 30 lat i do dziś jak wyprzedzam auto trzymam się jakieś 200 – 300 metrów za pojazdem, upewniam się, że z boku nie ma żadnej drogi podporządkowanej, skąd mógłby mi wyjechać samochód i dopiero wyprzedzam. Unikam łamania zakazów ale panie i panowie kierowcy, czy wam się nie zdarza przejechać na podwójnej ciągłej???? Podczas jazdy raczej 100 km na godzinę nie przekraczam, i do tego namawiam wszystkich innych jeżdżących. Chciałbym, by motocykliści zrzeszeni w klubach dawali przykład młodych kierowcom, uczyli zasad bezpiecznej jazdy. Wiem, że ostatnich latach kluby motocyklowe wspierają takie akcje a nawet sami je organizują. To bardzo dobrze. Wiąz jednak są jednostki, które dziczeją na swoich maszynach no i potem przylepiają nam taką negatywną etykietkę. Od tylu lat jeżdżę motorem i nie miałem ani jednego wypadku nawet stłuczki. Żona się śmieje, że mnie to się motocykle przewracają jak już je postawię. Obracam się a tu bach i leży… Chciałbym jeszcze raz zaapelować: nie wszyscy mają na nazwisko Kowalski, nie jeżdżą tak samo. Jestem dawcą ale z własnej woli, razem z rodziną istniejemy w bazie DKMS (Baza Dawców Komórek Macierzystych) – przyp.aut). Określenie dawcy nerek jest nieco obraźliwe i bardzo niesprawiedliwe.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ