Chciałbym mieć pełne sale

692
wyświetlenia

 Z dyrektorem Miejskiego Domu Kultury, Jarosławem Dębskim rozmawia Anna Giszter – Łodziewska

 Dokładnie rok temu do kina Sokolnia zawitał XXI wiek. To co wielu wydawało się niemożliwe stało się rzeczywistością. Mamy 3D i cyfrową jakość. Rok temu mówiliśmy, że ta droga inwestycja jest niezbędna, konieczna, że bez 3D możemy kino w kartony spakować i zamknąć na wieki w magazynie. Czy dziś ten pogląd wciąż jest aktualny?

Ależ oczywiście. Jest to aktualne, Jest coraz więcej kin cyfrowych, mieliśmy szczęście załapując się do PISF-owskiego rozdania (PISF – Polski Instytut Sztuki Filmowej – przyp.red.). Wtedy były jeszcze na to pieniądze. Teraz już nie jest tak dobrze, środków na cyfryzację jest mniej, wiele wniosków jest odrzucanych, z powodu braku wkładu własnego na przykład. Cyfryzacja była koniecznością, jeżeli chodzi o wyświetlanie premier. Odchodzi się od taśmy analogowej. Powód jest prosty: oszczędności. Koszt wyprodukowania kopii analogowej jest kilkadziesiąt razy droższy od wyprodukowania kopii cyfrowej. Cyfrowe kino to także większy przychód dla nas. Jest więcej widzów bo jesteśmy bardziej atrakcyjni, jeżeli chodzi o jakość czy o repertuar. Przyjeżdżają do nas ludzie z okolic, z Konina, Wrześni, mamy stałą klientkę z Gniezna, która przyjeżdża do nas i wciąż się to jej opłaca.

 Kino i Miejski Dom Kultury ruszyło w nowej odsłonie w lutym 2009. Jednak już kilka miesięcy później mówiliśmy o tym, że szał nowości minął a ludzie do kina jak nie chodzili, tak nie chodzą. Czy po cyfryzacji i wprowadzeniu 3D ta ilość wzrosła znacząco?

 Ta liczba nie jest szokująco znaczna ale wiem o tym, że gdybyśmy tej cyfry nie mieli to wtedy przychód szokująco by zmalał.

 Malkontenci marudzą, że mamy tą cyfryzację a wcale nie gramy wszystkich tytułów premierowo. Dlaczego?

 Bo nie ma takiej fizycznej możliwości. Musimy wybierać bo mamy tylko jedną salę a umowy z dystrybutorami są tak skonstruowane, że nie da się inaczej. Zasady dystrybucji nie chcą się zmienić. Najwięksi w tej branży – ITI czy Warner, mają umowy z największymi wytwórniami. Umowy pisane są pod duże sieci filmowe, jak ktoś ma tysiąc sal kinowych to może brać każdy tytuł. Jak my negocjujemy to przekaz jest jasny. Możemy wziąć dany tytuł premierowo pod warunkiem tzw: wyłączności. Czyli przykładowo bierzemy premierę i gramy ją i tylko ją przez dwa tygodnie, blokując inne tytuły. I nie ma od tej zasady odstępstwa, oni nie biorą pod uwagę faktu, że mamy jedną salę kinową i że jesteśmy małym kinem. Albo przystajemy na ich warunki albo nie i nie gramy. Co tydzień premierowo wchodzi 6-7 filmów, jak weźmiemy jeden to mamy już dwa tygodnie poślizgu, a 5 tytułów wciąż czeka i w następnym tygodniu znowu wchodzi do kin 6 premier i kolejka wydłuża się do 14 czekających filmów.

Cała rozmowa w najnowszym wydaniu Głosu Słupcy

ZOSTAW ODPOWIEDŹ