Chcesz mieć Panią? Zarób na nią! Czyli po męsku o Walentynkach

1282
wyświetlenia

Panie i Panowie – do wielkiego, plastikowego święta odliczanie zaczęliśmy już w minionym tygodniu. Tak, tak – Dzień Świętego Walentego w tym roku przypadł nam we wtorek i tradycyjnie zamieszał w lutowym harmonogramie miesiąca – Panie oczekują góry prezentów i (spodziewanych) niespodzianek – Panowie sklerozę tłumaczą prostym „Kocha się przez cały rok”. I właśnie w tej płaszczyźnie nad płcią piękną górujemy…

-Co byś chciała na Walentynki? –Nie wiem, zaskocz mnie…

Po ubiegłotygodniowym rozbieraniu na czynniki pierwsze trendu sprzedaży ciała za pieniądze wśród studenckiej braci przyszedł czas na nieco lżejszy temat. Odświętną, walentynkową „Klawiaturą i pikselem” witamy Czytelników 46 numeru „Głosu Słupcy” i zaraz na początku zaznaczamy wraz z kolegą grafikiem, że nie mamy na celu kultywowania szowinistycznych tekstów czy postaw – warto jednak zwrócić uwagę (co też niniejszym tekstem czynimy) na rozdźwięk pomiędzy kobiecym „różowym dniem, pełnym prezenciochów” a męskim „cholera – zapomniałem”. I co najlepsze – z nieskrywaną radością udowodnimy, że tym razem Panowie – uwaga werble – mają zdrowsze spojrzenie na rzeczywistość.

Niby nic, a tak to się zaczęło…”

Rozmaitych historii miłosnych jest tyle, ile par było na świecie, ilu bohaterów powieści serii Harlequin czy postaci przewidywalnych filmów romantycznych – i tak jedne proste, inne zawiłe, z lub bez happyend’ów; morał wszędzie jeden – na miłość mocnych nie ma. Tak też jest w życiu każdego z nas; przeciętny zjadacz chleba, mocno stąpający po ziemi z chwilą obezwładnienia przez substancję chemiczną o tajemniczej nazwie fenyloetyloamina zapomniana o prawach, jakie rządzą światem i wzlatuje wysoko w chmury. Zaczyna się niewinnie – spojrzenie, nerwowy uśmiech, przelotna wymiana kilku słów, wyobraźnia płata nam figle, serce szybciej pompuje krew i człowiek wpada po uszy. Zabawne, od jakich na pozór drobnostek, rozpoczyna się związek w którym trwamy (a przynajmniej tak być powinno) do końca swojego życia. Zanim jednak zdążymy się wspólnie zestarzeć mamy wespół swoje wzloty i upadki – począwszy od zbyt częstych wypadów na piwo u panów, przez rzucanie pierścionkiem zaręczynowym o podłogę u pań, a skończywszy na kłótniach czyja teściowa jest gorsza. Dla par z krótszym stażem bycia ze sobą ciężką próbą często okazuje się być nieszczęsny pod kilkoma względami Dzień Świętego Walentego. Dlaczego? Bo z naszą pamięcią bywa różnie (autor felietonu na przykład nie zna innej daty do celebrowania poza własnymi urodzinami) a i Panie mają podświadomie wygórowane oczekiwania dotyczące 14 lutego (pisali o tym wielokrotnie amerykańscy naukowcy).

Poigrajmy z feministkami

Dla przeciętnego Adama 14 luty to: kino, pizza, wieczorek we dwoje; dla przeciętnej Ewy to: kosmetyczka dzień wcześniej, fryzjerka od rana, konferencja z przyjaciółkami odnośnie stroju, przewidywanie obranego przez Adama scenariusza, romantyczny seans w kinie, wykwintna restauracja, ewentualnie wieczorek we dwoje, konferencja z przyjaciółkami już „po”, aktualizacja listy „Co miało być, a czego nie było”… I tak, jak dla Adama zaplanowanie całej, walentynkowej akcji to nie lada wyzwanie, tak dla Ewy często jest to tylko przedsmak jej urodzin, Dnia Kobiet, imienin itd. Oczywiście od tej reguły istnieją wyjątki (którym to wyjątkiem mam szczęście się otaczać), niemniej jednak właśnie w ten sposób celebrowany jest czternasty dzień lutego przez 99,9% rodzimej populacji, świętującej Walentynki. I jeśliby by przy tych założeniach spojrzeć obiektywnie na intencje Jego i Jej i poniekąd racjonalność podejmowanych kroków… kochane Panie – tym razem nasze na wierzchu.

Co jej kupiłeś na Walentynki? Stary nie pytaj – zapomniałem…

I tak bywa – nie wszyscy mają pamięć do dat – faktycznie, powtarzają się każdego roku, mimo wszystko ciężko nad wszystkimi zapanować. Trzy powinny być wyryte na blachę – urodziny damy naszego serca, urodziny matki-rodzicielki i (tutaj już bez werbli) urodziny jej mamy. Walentynki nie wliczają się w poczet świętej trójcy wśród dat i stąd pewnie niejeden z zapominalskich panów drapie się nerwowo w głowę o 14.15 w dzień Walentynek, stojąc przed wejściem do kwiaciarni. I wtedy pada popularne: „Kocha się przez cały rok”. Abstrahując już od zapominalstwa – w moim przekonaniu właśnie to stwierdzenie jest najlepszym, walentynkowym prezentem. Na koniec (by nie narażać się naszym Paniom więcej) sentencja od kolegi Krasickiego: „My rządzimy światem, a nami kobiety”.

Filip Muszyński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ