Chcesz kupić wódkę? To za miasto!

1055
wyświetlenia

Zamiłowanie naszego narodu do alkoholu słynie w całym świecie – co jakiś czas słychać to tu, to tam o etykietach na butelkach z rozmaitymi trunkami i odpowiednim dawkowaniu go do organizmu z wyłączeniem Polaków i Rosjan. Powszechność dostępu do płynnych procentów może okazać się problemem już w niedalekiej przyszłości…

Czytam i oczom nie wierzę!

Z racji wykonywanego zawodu przemieszczanie się po portalach informacyjnych mediów krajowych stało się już moją codziennością. Dzięki temu od czasu do czasu – chyba, że piszemy o Walentynkach – mogę za pośrednictwem naszego działu felietonistycznego przekazywać te najistotniejsze fakty naszym Czytelnikom, które uda mi się wyłowić z informacyjnej sieci. Przeglądając stronę internetową naszych kolegów z tygodnika „Dziennik Gazeta Prawna” natknąłem się na wzmiankę, która może wywołać popłoch wśród wszystkich mieszkańców kraju nad Wisłą – i to nie w istocie walki z alkoholizmem, ale niechybnego powrotu do czasów, kiedy sklepy i dane produkty były dostępne w konkretnych godzinach (jeżeli w ogóle były dostępne) i człowiek musiał się nastać w dłuuugich kolejkach, by wspomniane towary zdobyć. A mowa o…

Sklepy monopolowe won z miasta – na wieś i czynne 8 godzin

Prowadzone wyłącznie przez państwo sklepy z alkoholem, w dodatku tylko na obrzeżach miast i otwierane na osiem godzin dziennie. Do tego surowe regulacje niemal wykluczające reklamę i marketing alkoholu – takie rozwiązania proponuje dokument Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), który został zaakceptowany przez wszystkie kraje europejskie podczas naszej prezydencji w UE – czytamy na portalu „Dziennik Gazeta Prawna”. I dalej – Dokument dotyczący działań związanych z redukcją szkodliwości alkoholu w latach 2012 – 2020, przygotowało grono ekspertów WHO. Nie ma w nim bezwzględnego obowiązku wprowadzenia proponowanych rozwiązań, jednak wskazuje on wspólny cel, jakim jest „ograniczenie szkodliwego spożycia alkoholu i jego niszczących skutków dla życia społecznego”. Z oficjalnych danych UE wynika, że podczas dyskusji nad dokumentem strona Polska proponowała, aby większy udział w tworzeniu ostatecznego dokumentu miała sama branża spirytusowa. Nie ulega wątpliwości, że jeśli dokument w takiej formie zostanie przyjęty i ostatecznie jego postanowienia zostaną wdrożone do systemu wszystkich państw członkowskich możemy mieć do czynienia z kolejnym buntem na ulicach i to kilkukrotnie większym, niż tym, jakie łącznie odnotowały marsze przeciwko ACTA.

Nie o alkohol tu idzie a o wolność – pod każdym jej względem

O tym, że nadużywanie alkoholu ma zły wpływ na życie nikogo przekonywać nie trzeba – uogólniając człowiek najnormalniej w świecie cofa się w rozwoju, obniża poziom życia swojego i rodziny a u szczytu swojego niechlubnego zachowania wart jest mniej, niż funt kocich kłaków. Niemniej jednak jest tak z każdą inną używką, której w swojej głupocie nadużywamy – nie w tym jednak rzecz. Doskonale wiemy – starsi z autopsji, młodsi z historii – że ograniczenia tak podstawowych kwestii jak możliwość kupienia dowolnego produktu (który tradycyjnie było ogólnodostępny) – nie ważne – alkoholu, papierosów czy pampersów – nie odbije się wdzięcznym echem wśród naszych rodaków. Polacy w działaniach Światowej Organizacji Zdrowia bardziej wyczują powiew czerwonej propagandy, niż troski o zdrowie. Być może dla nas wódka nie jest towarem o ścisłych powiązaniach zwyczajowo-kulturalnych tak jak na przykład wino dla Francuzów, ale…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ