Bramka numer jeden, dwa czy trzy?

1132
wyświetlenia

„Idź na całość”, „Randka w ciemno”, „Koło fortuny” – to tylko niektóre teleturnieje, które dziś są tylko rzewnym wspomnieniem dawnej świetności i pewnej podniosłości, jaką niegdyś stanowiła telewizja. Zapraszamy na pokład machiny czasu, która przeniesie nas w te nie tak odległe, ale jakże barwne czasy…

Parawan w górę

„Randka w ciemno” – to było coś; lata 90-te, zanim dzieci zasiadały przed telewizorami w oczekiwaniu na wieczorynkę, to właśnie dorośli okupowali kanapy i spoglądali na kwadratowe pudełko z którego wszystkich widzów witał nie kto inny jak sam Jacek Kawalec. Zasady były jasne i przejrzyste – jedna pani lub jeden pan wybierał sobie towarzysza bądź towarzyszkę z puli 3 kandydatów lub kandydatek. Wybór nie był łatwy, ponieważ druga połówka ukryta była za parawanem. Posiłkować się można było jedynie pytaniami, jakie zadawał wybierający – kandydaci mieli także za zadanie przedstawić się w oryginalny sposób. W dokonaniu wyboru pomagała słynna Dorota, której głos pobudzał zmysły nie jednego widza. Kiedy już decyzja padła na konkretną kandydaturę dwójka osób stawała przy parawanie, który unosił się w górę i już można było się zapoznać. Następnie prowadzący oddawał do dyspozycji dwie koperty z których wybrać można było tylko jedną. Ta kryła w sobie zazwyczaj polską bądź zagraniczną wycieczkę. I tak było aż do roku 2005, kiedy program został zdjęty ze względu na niską oglądalność.

A w bramce numer trzy mamy Zonka

Nieco młodszym bratem w rodzinie teleturniejów lat 90-tych był program „Idź na całość”. To właśnie on stał się niejako wizytówką Polsatu, a jego prowadzący Zygmunt Chajzer zyskał sobie dzięki niemu olbrzymią popularność. Całość ruszyła w roku 1997. Uczestnicy byli wybierani spośród bujnie (tak to dobre słowo) wystrojonej publiczności, która dwoiła się troiła, byle tylko przykuć uwagę prowadzącego i zostać wytypowanym do gry. Na czym ona polegała? Trzeba było przede wszystkim podejmować decyzję o wyborze nagrody, zamiany jej na inną, możliwość jej sprzedania bądź odkupienia. Zmorą była maskotka w postaci kota w worku czyli znany i nielubiany Zonk. Absolutnej palpitacji serca dostawali nie tylko uczestnicy ale i widzowie przed telewizorami, kiedy w licznych finałach można było wygrać nie jeden ale kilka samochodów – to był prawdziwy szał – „Idź na całość” w latach świetności oglądało ponad 10 mln Polaków. Program został zdjęty w roku 2001.

Fortuna kołem się toczy

Teleturniej „Koło Fortuny” zza oceanu do Polski sprowadzili Wojciech Pijanowski oraz Paweł Hanczakowski; warto zaznaczyć, że był to pierwszy polski program oparty w pełni na zagranicznej licencji. A nasi go pokochali. Pierwszy raz zagościł na antenie telewizyjnej „dwójki” 2 października 1992. Prowadzącym w tamtym czasie był Wojciech Pijanowski, a piękną hostessą była Magdalena Masny. Jak podają niektóre źródła oglądalność programu sięgała 10 mln osób. Pamiętam, jak domownicy wdzięcznym okiem śledzili poczynania zawodników, a każdy był ciekaw jaką to stawkę lub nagrodę wskaże tytułowe koło. No i trzeba było odgadnąć hasło, podając literki: „D jak Danuta”, „Z jak Zenon” itd. W tym czasie piękna hostessa odkrywała wskazaną literkę. Po odgadnięciu całego hasła można było dokonać wyboru nagrody.

Było i nie wróci

Rzeczywiście – kiedyś programy rozrywkowe niosły ze sobą pewne wyśrodkowanie pomiędzy dobrą zabawą i w miarę pożytecznie spędzonym czasem. Dziś bardzo często brakuje we współczesnych produkcjach i jednego i drugiego, a całość jest tak śmieszna i atrakcyjna jak żarty prowadzącego w „Familiadzie”. A szkoda.

Filip Muszyński

ZOSTAW ODPOWIEDŹ