Biblioteka Pedagogiczna w Słupcy poleca „#WstydźSię!” Jona Ronsona

327
wyświetlenia

Szukając książki…

Przyznaję: z dość dużą rezerwą podszedłem do książki, która nie dość, że ma w tytule hasztag, to jeszcze każe mi się wstydzić (może to dlatego, że pamiętam czasy, kiedy nie było Internetu?!). Pomyślałem sobie jednak: „a co tam, w końcu do odważnych świat należy”. Przełamanie początkowych oporów opłaciło się, bo w miarę jak przewracałem kolejne kartki, to historia opowiadana przez Jona Ronsona wciągała mnie coraz bardziej, choć trudno mi było znaleźć w tej opowieści cokolwiek zabawnego, to typowe dla autora poczucie humoru, którym ta opowieść ma być przesiąknięta (można o tym przeczytać w notce na okładce książki). Cóż, może mam inne poczucie humoru niż autor, a może nie mam go wcale, zresztą wydaje mi się, że to kwestia drugorzędna, na pewno nie o zabawność, czy poczucie humoru tutaj chodzi. Opowieść o zawstydzaniu nie być śmieszna ani nawet zabawna, nie może, bo jej temat jest na to zbyt poważny – to po prostu nie ten „ciężar gatunkowy”!
Opowieść o zawstydzaniu jest poważna, czasami przerażająca, a nawet tragiczna. Publiczne zawstydzanie (publiczne, bo przestrzeń, w której ta kara jest wymierzana jest już przestrzenią publiczną, a przynajmniej tak, moim zdaniem, powinno się ją traktować – ta przestrzeń to media społecznościowe) ma wielką „siłę rażenia”, zdolną nie tylko zniweczyć czyjeś poczucie wartości, zniszczyć osobowość, ale także zmienić życie na gorsze, czy nawet doprowadzić do tragicznego zakończenia. Co ciekawe, ci, którzy wymierzali karę publicznego zawstydzania nie zawsze owych skutków byli świadomi! Działanie w grupie
i zapewne także anonimowość jaką daje Internet sprawiały, że czuli się bezkarni, a samo zawstydzanie od zwykłego hejtu dzieliła bardzo cieniutka granica (w opisywanym „zawstydzaniu” nie brak przekleństw, obelg, czy nawet gróźb).
Książka zrobiła na mnie wrażenie i choć świat mediów społecznościowych jest mi obcy, to skłoniła mnie ona do niewesołych refleksji na temat tego wirtualnego świata. Ponieważ jednak nie jestem jego częścią, to postanowiłem, że oddam głos autorowi, który również ma swoje przemyślenia na ten temat:
„Postrzegamy samych siebie jako nonkonformistów, jednak wydaje mi się, że budujemy coraz bardziej konserwatywny i konformistyczny świat. >Spójrz! – mówimy. – To MY jesteśmy normalni! To DO NAS trzeba równać!<. Definiujemy granice normy, niszcząc tych, którzy je przekroczyli.” „Chciałem powiedzieć, że od lat piszę o nadużywaniu władzy. Wszyscy byli zachwyceni, kiedy krytykowałem wojsko albo przemysł farmaceutyczny – nie >nas<, lecz >ich<. […] Ale kiedy zwróciłem uwagę, że my też nadużywamy władzy, szufladkując innych w oparciu o błahe podstawy, ludzie natychmiast stwierdzili, że sam muszę być rasistą.”
„Jeden źle sformułowany tweet może przekreślić dobre, etyczne życie – chociaż wiemy, że nie na takiej podstawie powinniśmy oceniać bliźnich.”
I już na koniec: „Ogromną zaletą mediów społecznościowych było to, że dały głos ludziom, którzy dotąd go nie mieli. Nie pozwólmy, żeby znów stały się światem, w którym najłatwiej przetrwać, siedząc cicho.”
Nic dodać, nic ująć. Dla użytkowników mediów społecznościowych (ale nie tylko!) „#WstydźSię!” to lektura obowiązkowa!

Remigiusz Rybski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ