Biblioteka Pedagogiczna w Słupcy poleca-„Krótka historia o długiej miłości” Angelika Kuźniak, Ewelina Karpacz-Oboładze

461
wyświetlenia

Szukając książki…

Kto dziś, w dobie sms – ów i e-maili, pamięta o czymś takim jak list? Kto dziś je pisze i kto je jeszcze dostaje? Jeżeli tak jest, to zdarza się to bardzo, bardzo rzadko. Jeszcze rzadziej pamiętamy o tym, że w pewnych szczególnych sytuacjach list był jedyną formą kontaktu ze światem, z bliskimi, czymś, co pozwalało przetrwać, dając nadzieję na lepsze jutro…

Dla dwojga bohaterów „Krótkiej historii o długiej miłości” listy były ważne z jeszcze jednego powodu: za ich pomocą można było dodać otuchy bliskiej osobie i zapewnić o niezmienności uczuć. A zatem pora poznać ludzi, bez których nie byłoby tej niezwykłej opowieści.

Ona – to Wiesława Pajdak, łączniczka działająca w konspiracji, studentka stomatologii, dla Niego Wiesia, Wiesieńka, Wiesiuleńka albo zwyczajnie Mała.

On – Jerzy Śmiechowski, żołnierz Polski Podziemnej, makler morski i student Wyższej Szkoły Handlu Morskiego w Sopocie, dla Niej po prostu Ju.

Wszystko zaczęło się w grudniu 1947 roku, w więzieniu mokotowskim w Warszawie. Pewnej nocy Ona zastukała alfabetem Morse’a w ścianę sąsiedniej celi. Zastukała, odezwał się właśnie On. I tak się to wszystko zaczęło. Rozmowy, opowieści (Mała stukając w ścianę opowie Ju historię Tristana i Izoldy), nawet zaręczyny były „przez ścianę” – alfabet Morse’a (w wersji zwykłej i „świetlnej”) był niezastąpiony! Kiedy Małą i Ju zaczęły dzielić większe odległości, gdy przeniesiono ich do innych więzień, jedyną formą kontaktu będą listy. A w nich oprócz prostych słów o miłości była też niezachwiana wiara w to, że nie wolno się poddawać (bo przecież jest jeszcze ta druga „połówka”, która czeka…), i że lepsze dni są jeszcze przed nimi. Były. Bo choć Mała i Ju tak naprawdę zobaczyli się po raz pierwszy na swoim ślubie 9 kwietnia 1953 roku, to czekało na nich jeszcze wiele lat zwyczajnego, wolnego życia, z jego radościami i troskami. Ogień podsycany papierem nie wygasł, uczucie przetrwało.

Krótka historia o długiej miłości” jest opowieścią zupełnie niesamowitą, poruszającą, skłaniającą do refleksji, choćby tej o sile ludzkich uczuć.

Ponoć to Ajschylos, tragediopisarz grecki, twierdził, że „prawdę trzeba wyrażać prostymi słowami”. W przypadku tej opowieści ta maksyma sprawdza się w stu procentach. Autentyczność i prostota są jej wielkimi atutami. Proste, oszczędne słowa naprawdę „robią swoje”!

Książka jest dedykowana „wszystkim, którzy kiedykolwiek prawdziwie kochali”, ale ja polecam ją wszystkim, wszystkim – po prostu!

Remigiusz Rybski.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ