Biblioteka Pedagogiczna w Słupcy poleca-„Dziecko w śniegu” Włodek Goldkorn

353
wyświetlenia

Szukając książki…

Ten tekst chciałem zacząć od stwierdzenia tak oczywistego, że aż banalnego: historia to bardzo delikatna „materia”, która w dodatku jest nie jedno-, a różnorodna. Musi taka być, bo jej podstawą, bazą są różnorodne ludzkie pamięci i wspomnienia. A zatem nie może być jednakowa dla wszystkich… Próba zmiany tego stanu rzeczy i wtłoczenia jej w jakiekolwiek ramy może skończyć się jeśli nie katastrofą to przynajmniej solidnym „tąpnięciem” w stosunkach międzyludzkich czy też międzynarodowych. Prawda, że tak bywa?! Historia potrafi być źródłem nieporozumień, a nawet zarzewiem konfliktów (nie wspominając już o tym, że także źródłem ludzkich łez i prawdziwych dramatów).
To wszystko, a zwłaszcza to ostatnie stwierdzenie pasuje do „Dziecka w śniegu”. Ta opowieść o Zagładzie, Holocauście, Szoa, opowieść o przetrwaniu i dramatycznych wyborach podejmowanych w godzinie próby, w godzinie śmierci, opowieść o pamięci i o prawdzie, która jest ukryta właśnie w mnogości narracji, w niepewności wspomnień, w niedomówieniach.
W tej opowieści to autor jest postacią centralną. To on jest narratorem i opowiada (czasem bardzo szczegółowo) nam – czytelnikom wszystkie historie, które składają się na całą wstrząsającą opowieść, której nadał równie wstrząsający tytuł. Autor operuje bardzo przystępnym językiem, nie skupia się tylko i wyłącznie na wspomnieniach i czasie Holocaustu, ale także na współczesności tej bliższej i tej bardziej odległej (np. filmy, literatura, sztuka w jej różnorodnych odsłonach poświęcone Auschwitz) – wszystko pobudza go do refleksji: celnych, skłaniających do myślenia, refleksji, które nadają tej całej opowieści ponadczasowy, bardziej uniwersalny charakter…
Ale Włodek Goldkorn – wnuk, kuzyn, krewny wyruszył w podróż „po czarnej dziurze Szoa…” (choć nie tylko) i nas również w tą podróż zabierze. Auschwitz, Birkenau, Bełżec, Sobibor i Treblinka są oglądane przez pryzmat współczesności i własnych emocji. To podróż bardzo poruszająca (także mnie), która jest także okazją do zaprezentowania refleksji autora. Przyznam szczerze: czytałem je i byłem mocno zaskoczony, raz – wręcz zszokowany tym, jak autor „Dziecka w śniegu” spojrzał na Auschwitz, po prostu zdjął je z piedestału, na którym to miejsce (nie wiadomo czemu) zostało ustawione. To nie jest miejsce uświęcone, to po prostu miejsce zbrodni, w którym nie ma nic świętego! Nigdy nie pomyślałem tak o tym miejscu, które zaczyna się za bramą z szyderczym napisem: „Arbeit macht frei” („praca czyni wolnym”). Nigdy, co wcale nie oznacza, że nie zgadzam się z autorem „Dziecka w śniegu”. Zgadzam się, nie tylko z tą, ale i z innymi refleksjami również. Z pewnym zdziwieniem uświadomiłem sobie (chyba już na dobre), jak ważna jest pamięć – to w niej przechowywane są i tylko tam żyją ludzkie wspomnienia, a wszystkie miejsca pamięci są czymś w rodzaju instalacji, co prawda są czymś, co ma tę pamięć utrwalić, czy przekazać dalej, ale to już jest coś wtórnego, zbudowanego, ułożonego…
Utwierdziłem się też w przekonaniu, że nie ma (i nigdy nie będzie) jednakowego punktu widzenia i to nie tylko w historii, ale i w każdym aspekcie naszego życia. Dlaczego? Odpowiedź brzmi banalnie: bo nie jesteśmy tacy sami (choć bywa, że mamy wspólne korzenie). I już na sam koniec – cytat, który bardzo mi się spodobał, i o którym pomyślałem, że byłaby to dobra puenta na koniec. Oddajmy głos autorowi, który porusza w tym miejscu kwestię ofiary i kata, ale te słowa brzmią uniwersalnie i ponadczasowo: „Liczy się umiejętność postawienia się na cudzym miejscu. Nie umiejętność kochania innego, co jest zbyt trudnym zadaniem, właściwie niemożliwym, ale zdolność myślenia, co ja bym zrobił, jak bym się czuł, czego bym się bał, gdybym był w sytuacji innego. Sądzę, że tego powinno się nas uczyć, ponieważ ta umiejętność nie pojawia się spontanicznie.”
Polecam czytelnikom „Dziecko w śniegu” do czytania i do przemyślenia.

Remigiusz Rybski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ