Biblioteka Pedagogiczna w Słupcy poleca-„Ballada o pewnej panience” Szczepana Twardocha

477
wyświetlenia

Szukając książki….

„Jak dobrze, że jest, i że pisze” – pomyślałem sobie o Szczepanie Twardochu. Jakiś czas temu, kiedy na jednym z portali internetowych przeczytałem parę jego felietonów. Nawet ta odrobina wystarczyła, abym poczuł się zaintrygowany jego językiem i stylem pisania. Co więcej, one mi się spodobały! Uznałem, że autor nie tylko używa własnego, oryginalnego języka, ale poprzez niego i poprzez specyficzny (chyba nawet czarny?) humor, a także ironię, czy wręcz sarkazm pokazuje nam świat takim, jakim on jest naprawdę, bez osłonek i tak dociera do sedna sprawy. Chociaż może to „zasługa” tego specyficznego gatunku publicystyki, jakim jest felieton: osobisty w tonie, lekki w formie i prezentujący punkt widzenia autora często „okraszony” złośliwością? Ale czytając opowiadania nie znalazłem żadnej różnicy w tym, jak przedstawia świat, Szczepan Twardoch nie tylko doskonale odnalazł się w felietonach, jest taki sam, pozostał sobą również w tych opowiadaniach!

Nie zawiodłem się na Szczepanie Twardochu. Opowiadania, tak jak i felietony, „przemówiły” do mnie, do mojej wyobraźni. Duża w tym zasługa specyficznego „szczepanotwardochowego” języka: potocznego, ozdobionego wtrętami śląskiej mowy, czasem twardego, odrobinę wulgarnego, zabarwionego szczyptą ironii i humoru. Tym językiem opowiadane są historie, opowiadane są niezwykle plastycznie, sugestywnie, z dbałością o szczegóły, na które Szczepan Twardoch zwraca szczególną uwagę.

Tych opowiadań jest jedenaście. Pierwsze z nich to właśnie tytułowa „Ballada o pewnej panience”. Gdziekolwiek się znajdziemy: na Górnym Śląsku, w Warszawie, na Spitsbergenie, czy w tzw. alternatywnej rzeczywistości – Szczepan Twardoch potrafi skupić naszą uwagę na swoich bohaterach. A oni są przede wszystkim cieleśni (a tak na marginesie: kto dziś używa jeszcze takich słów, nie tylko „przykurzonych”, ale chyba już trochę zapomnianych? Tak, właśnie tak – Szczepan Twardoch, i chwała mu za to!). Cielesność odgrywa w niektórych opowiadaniach niebagatelną rolę. Bohaterowie Twardocha są bardzo często psychicznie osaczeni, muszą podjąć decyzję, czasem znajdują się w granicznym momencie życia, a ich uczucia najczęściej okrywa mrok. Ich wspólnym mianownikiem jest samotność.

Opowiadania Szczepana Twardocha zrobiły na mnie wrażenie, podziałały na moją wyobraźnię i „przemówiły” do niej, choć w różnym stopniu: jedne bardziej, drugie mniej. Z niektórymi historiami mogłem się utożsamić prawie w całości (prawie, bo np. w jednym opowiadaniu zakończenie było inne, niż się spodziewałem, wręcz szokujące, nie pasujące do mojego wyobrażenia o tym, jak to opowiadanie mogłoby się zakończyć), inne pozostały tylko ciekawą, ale obcą mi, historią. Tylko jedno z nich pozostało dla mnie zupełnie niezrozumiałe, tylko raz kompletnie nie wiedziałem „co autor chce przez to powiedzieć”. To chyba niezły wynik jak na jedenaście opowiadań, ba, nawet bardzo dobry!

W opowiadaniu tytułowym, czyli w „Balladzie o pewnej panience” Szczepan Twardoch stwierdza, że nic nie ma większej siły rażenia niż słowa. Jestem przekonany, że ma rację. Ale o wiele lepiej jest ich używać po to, by nie razić, a wyrazić, i Twardoch to potrafi! Przekonajcie się o tym Państwo sami. Polecam!

Remigiusz Rybski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ