Biblioteka Pedagogiczna w Słupcy poleca „Behawiorystę” Remigiusza Mroza

288
wyświetlenia

Szukając książki…

Po książkę Remigiusza Mroza sięgałem z zaciekawieniem i niekłamaną radością. Powody do ich okazania były dwa: po pierwsze, cieszyłem się, że to kryminał (a nawet thriller połączony z powieścią kryminalną, jak głosi napis na okładce), a jeśli chodzi o ten gatunek, to mam, niestety, sporo do nadrobienia. Po drugie, byłem ciekaw, jak też pisze mój imiennik – czułem, że chyba nieźle, zważywszy na ilość tytułów firmowanych jego nazwiskiem, no ale teraz mogłem to sprawdzić!

No i stało się – sprawdziłem. Mój imiennik pisze tak, że nie tylko momentami zapierało mi dech, mało tego, momentami czułem się tak jakby mocno chwytano mnie za gardło, albo jakbym dostawał „Behawiorystą” między oczy…

Nie chcę tu opisywać treści książki, aby nie psuć efektu zaskoczenia, dlatego powiem tylko tyle, że akcja powieści rozpoczyna się od dramatycznego newsa o tym, że zamachowiec zabarykadował się z dziećmi w przedszkolu. Transmisja na żywo pojawia się też w Internecie i jest początkiem makabrycznego „Koncertu krwi”, pierwszą (i nie jedyną) jego odsłoną.

Celowo wspominam o tym właśnie medium, bo w pojedynku, swoistej grze, między ścigającym a ściganym, między Gerardem Edlingiem – byłym prokuratorem dyscyplinarnie wydalonym ze służby a Kompozytorem – Horstem Zeigerem, relacje zamieszczane właśnie w internecie będą miały kolosalne znaczenie, a decyzje o ludzkich losach, o życiu lub śmierci zakładników zostaną złożone w ręce internautów, będą zależeć od wyników ich głosowania.

Przyznaję, był taki moment, że pomyślałem, że nie zniosę dłużej „Behawiorysty”, miałem wielką ochotę przerwać lekturę i nie wracać do niej więcej, ale jednak wytrwałem (trochę wbrew sobie) i nie żałuję, że tak się stało.

Nie żałuję, bo im bliżej byłem końca, tym bardziej docierało do mnie, że „Behawiorysta” nie jest tylko opowieścią o Kompozytorze i jego makabrycznych zbrodniach. To także opowieść o tym, że tak naprawdę nie wiemy, do czego możemy być zdolni a mroczna strona tkwi przecież w każdym z nas…

Na ile (i czy w ogóle!) jesteśmy w stanie ją okiełznać, utrzymać w ryzach? Czy w dzisiejszym świecie jest to możliwe? Czy zasady, które w tym świecie obowiązują, i którymi my powinniśmy się kierować, nie zawiodą nas w decydującym momencie, pozwolą nam przetrwać i wyjść z opresji obronną ręką? A co, jeżeli ulegniemy jakiejkolwiek manipulacji, choćby za pośrednictwem Internetu? O tym też jest ta książka.

Zapewne nie było łatwo opisać, wyrazić słowami, okrucieństwo i makabryczność zbrodni. Remigiuszowi Mrozowi to się nie tylko udało, on dodatkowo osiągnął określony efekt (może taki, jaki chciał?), a mianowicie przyciągnął uwagę czytelnika poprzez opowiedzenie historii okrutnej, pełnej napięcia i różnorodnych emocji, ale i zaskakujących zwrotów akcji. Polecam ją czytelnikom o mocnych nerwach!

Remigiusz Rybski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.