Biblioteka Pedagogiczna poleca-Katarzyna Bonda “Pochłaniacz”

193
wyświetlenia

Szukając książki…

Nie należy nigdy ufać cudzemu zdaniu – warto wyrobić sobie swoje. Zawsze. Nie należy się też z góry uprzedzać do czegoś albo do kogoś. Może się okazać, że musimy zmienić swoje zdanie, czy też nastawienie mile się rozczarowując. Tak właśnie było ze mną: sięgnąłem po książkę Katarzyny Bondy, właśnie po Pochłaniacz i mile się rozczarowałem. To było zaskoczenie numer 1, ale nie było ono jedyne. Zaskoczenie numer 2 to sprzeciw bohaterki powieści profilerki Saszy Załuskiej, która nie chce wrócić do pracy w policji. „Nie chce? Odmówiła? To co takiego się stanie, że jednak zajmie się tą sprawą i zacznie działać?! Przecież książka ma ponad 600 stron, a więc czeka mnie długa historia z zapewne niejednym zwrotem akcji?! I jak to tak – bez głównej bohaterki?! To przecież niemożliwe!” – myślałem. Czekałem na ten moment, kiedy Załuska „wejdzie do gry” i podejmie wyzwanie. Weszła, ale nie całkiem dobrowolnie. Myślę, że nie zdradzę zbyt wiele, jeśli powiem, że Załuska została w całą sprawę wmanewrowana podstępem. Ale jak na profesjonalistkę przystało – przyczyni się do rozwikłania sprawy, także po to, by zrozumieć, dlaczego tak się stało. I wreszcie zaskoczenie nr 3 – to refleksje zręcznie wplecione w opowieść. Refleksje o słabości człowieka, tyleż celne, co uniwersalne. Refleksje te mogą przydać się każdemu z nas, bo nie trzeba być słabym, czy tkwić w szponach nałogu, by zacząć zastanawiać się nad sobą i chcieć zrobić krok w dobrą stronę… Przyznam, że to mnie zaskoczyło w powieści kryminalnej. Jak to bywa w tego typu powieściach do prawdy i ostatecznego rozwiązania kryminalnej zagadki dojdziemy (czy raczej zostaniemy doprowadzeni przez autorkę) stopniowo. Nie wiem, jak to się robi, ale miałem wrażenie, że w miarę jak poszczególne elementy sprawy zaczęły do siebie pasować i tworzyć logiczną całość, to tempo opowieści stawało się coraz szybsze, napięcie zaczęło rosnąć, aż do nieoczekiwanego finału. Katarzyna Bonda w swojej opowieści dba o szczegóły, widać to choćby po przypisach, w których wyjaśnia na przykład policyjny slang. Samo skonstruowanie tej historii z całą pewnością wymagało wielu przygotowań, możliwe, że długich, czy nawet żmudnych. O tym, że tak mogło być, a raczej, że tak było przekonać może lektura podziękowań.
Pochłaniacz pochłonął całą moją uwagę i naprawdę chętnie dowiem się, jakie jeszcze sprawy rozwiązała profilerka Sasza Załuska. Jeżeli ktoś jeszcze nie sięgnął po tetralogię Katarzyny Bondy, którą rozpoczyna właśnie Pochłaniacz to zachęcam!

Remigiusz Rybski

ZOSTAW ODPOWIEDŹ